Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aron. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2018

Od Arona CD Maxine

Miny moich rodziców raczej nie wyrażały dokładnie tego co teraz myśleli. Jednakże po chwili odpowiedzieli.
- To cudownie, na pewno się tam pojawimy! - powiedziała mama.
Mnie, jak i zarówno Max nieco ulżyło.
- Właściwie, to macie może w planach... wiecie, mieć dzieci? - zapytał tata.
W tym momencie moje spojrzenie niezręcznie zetknęło się ze spojrzeniem Max. Zepewne też pomyślała o tym co ja, mianowicie ,,Kolejna osoba o to pyta...".
W sumie, to ja osobiście nie jestem przeciwny dla tego pomysłu. Uważam że nadawalibyśmy się na rodziców... Jestem ciekaw czy Maxi też tak uważa...
W pewnym, momencie Max spojrzała na rodziców. Po jej oczach widziałem, że chce im odpowiedzieć.

Maxisiu? ^^

sobota, 14 kwietnia 2018

Od Arona CD Maxine

Ja, Max, i Snow zjedliśmy śniadanie.
- Dobrze... A więc, Snow... Powiesz nam jak dokładnie wyglądali twoi rodzice? - zapytałem.
- Tak... A więc, moja mama miała dość dziwny kolor futra. Taki jakby... może się wydawać że srebrny, albo trochę czekoladowy... Miała srebrno-szare oczy... Tata był ciemnoczekoladowy... miał mocno złote oczy... A na plecach miał czarną pręgę... A, na przedniej łapie miał bliznę.
Gdy usłyszałem opis rodziców szczeniaka, stanąłem jak wyryty.
- Aron, coś się stało? - zapytała zaniepokojona żona.
- Nie... - odparłem zamyślony. - Nic mi nie jest...
Potrząsnąłem łbem na boki, aby się ocknąć.
- Tak więc, Snow, zostań tu, proszę. Ja i Maxine pójdziemy popytać innych.
***
- Aron? - zapytała żona ze spokojem w głosie.
- Tak?
- Powiesz mi o co chodziło rano?
- No... Nie chcę tego przed tobą ukrywać... - powiedziałem patrząc waderze w oczy. Więc...
- Więc?...
- Więc tak... Miałem sen. Śniły mi się wilki odpowiadające opisowi szczeniaka idealnie... Ale... - urwałem. - Były mi dziwnie znajome, i to blisko znajome... Jeżeli moje przypuszczenia są słuszne to...
- To?...
- To by znaczyło, że Snow jest... jest... - znowu urwałem, tym razem jednak usłyszałem ciepły głos wadery.
- Wy... Widzieliście Snowa? - zapytała, podchodząc do nas.
Moje oczy zabłyszczały. Jej zapach... Wyraz oczu... To musi być ona... Musi!
- D-diana?... - powiedziałem. - T-to t-ty?
Max obserwowała mnie podejrzliwie, co raz spoglądając na waderę.
- Zaraz... - wadera zawiesiła się na chwilę. - ARON?!
Podbiegła do mnie, ściskając mnie tak mocno, że aż bolało.
- Du-dusisz mnie... - zaśmiałem się.
Wadera zrobiła krok w tył, ze łzami w oczach na mnie patrząc.
- To na prawdę ty! Po tylu latach... 
- Zaraz, Aron! - wtrąciła Max. - Powiesz mi w końcu kto to jest?
- Aj, no tak... - powiedziałem zakłopotany. - Max, to jest... moja mama... - chwilę później zwróciłem się do matki. - Mamo, to jest Maxine... moja żona...
W tym samym momencie wpadł wilk, przygniatając mnie do ziemi.
- Chris, stary idioto, zostaw go! - krzyknęła mama.
Wilk błyskawicznie się cofnął.
- Wiesz co ojciec, fajne mi powitanie. - mruknąłem z niesmakiem.

Max? Troszku nietypowe sytuejszyn, cn? .-.

wtorek, 27 marca 2018

Od Arona CD Maxine

- Hmm... Możemy popytać miejscowych wilków, Klemens i Kora też się w to wliczają. No, i jeszcze Sunny może coś wiedzieć.
- Dobry pomysł... Jutro możemy spróbować... A teraz, dobranoc skarbie.
- Dobranoc kochanie...
Po chwili Max zasnęła, a ja, pogrążyłem się w myślach. Co prawda, tu gdzie jestem, jestem bardzo szczęśliwy, jednak zastanawiam się, gdzie są moi rodzice...
Po jakimś czasie namysłu, powieki zaczęły mi ciążyć. Zacząłem zasypiać.
~ Futro wadery miało dość dziwny odcień, niektórym wydawałoby się zapewne, że srebrny, innym zaś, że czekoladowy. Jej piękne, srebrno-szare oczy idealnie pasowały do jej sierści. Basior zaś, posiadał ciemnoczekoladowe futro, a jego oczy były intensywnie złote. Jego grzbiet zdobiła czarna pręga, a na przedniej, prawej łapie miał bliznę. Oboje wędrowali przez las, idąc tuż obok siebie. W końcu wadera odezwała się:
- Ach... Gdzie jest nasz Aron? - jej łagodny, ciepły ton głosu był niezwykle mocno przyjemny dla uszu, dodatkowo znajomy. Jej ostatnie zdanie potoczyło się echem w moim śnie, i to długim, przy każdym ,,echo'' obraz stawał się coraz mniej widoczny. W końcu słyszałem tylko ,,Aron, Aron, Aron!''~
Stęknąłem. - Już ranek?
- Nie, wiesz, po południu. - zaśmiała się żona, w ciepły sposób.

Maxiś?^^

piątek, 2 marca 2018

Od Arona CD Maxine

- Racja... Pozwolisz że zajmę się tym?
- Niech będzie.
Schyliłem się więc, po czym zacząłem rozrywać i rozplątywać zarośla. Chwilę później szczeniak był już wolny. Przeciągnąłem się, po czym odezwałem się do malca spokojnym głosem.
- Lepiej?
- Nic się nie stało? - dorzuciła żona.
- Lepiej... Nic mi nie jest... -  powiedział szczeniak cichym głosem, tak cichym, że aż ledwo słyszalnym.

Max? Przepraszam że tak krótko, bezwen ;-; 

czwartek, 22 lutego 2018

Od Arona CD Maxine

- Dziękuję. - powiedziałem robiąc duży, sztuczny uśmiech.
Oboje wybuchliśmy śmiechem, który zapewne słychać było w całej puszczy.
***
- Chyba powinniśmy już wracać, ciemno się robi... - zasugerowałem.
- Dobra... Skoro chcesz... - odparła wadera.
Skierowaliśmy się w stronę domu dość wolnym krokiem, jednak ostre powietrze dawało nam we znaki. Po jakimś czasie postanowiłem, że zaproponuję coś żonie.
- Co powiesz na to, aby jutro wybrać się w jakieś fajne miejsce? - zaproponowałem z uśmiechem.

Maxi?

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- No... Niby nie. - odparłem. - Ale z tej okazji możemy się gdzieś wybrać, jak uważasz?
- Spoooooko. - powiedziała przeciągle.
- Co powiesz na kryształową grotę? Przy okazji możemy przynieść kilka kryształów na ozdobę do nory.
- Jestem za! - odparła krótko.
***
- Całkiem tu ładnie, jak uważasz? - zapytała Maxine oglądając kryształy.
- Hmm... Całkiem. Dla mnie ty jesteś piękniejsza. - powiedziałam po czym polizałem partnerkę po pysku.
***
Kryształów było kilka, jednak postanowiliśmy nie przesadzać na jeden raz. Wzięliśmy kilka, może z trzy.


Kryształy (wszystkie trzy) wpasowały się idealnie do naszej jamy. Nadały one uroku da naszej sypialni (tam je postawiliśmy).
- Teraz gdy będziemy się zrywać nocą będzie trochę jaśniej. - uśmiechnąłem się patrząc na żonę.
- W sumie racja... Ale wolałabym się nie budzić w nocy.
***
Udało mi się namówić Max na krótki spacer. Udaliśmy się więc w las.
Położyłem się tuż obok sporawego świerku, Max zrobiła to samo, wtulając się w moje futro.
Oboje słuchaliśmy śpiewu ptaków i delikatnego szumu wiatru, co raz to patrząc na śpiewające ptaki lub poruszane wiatrem gałęzie drzew, przez które prześwitywały delikatne promienie słoneczne.


Max?

czwartek, 25 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

W końcu się obudziłem, jednak dookoła było tak jakoś... Pusto?
Rozejrzałem się ze zdziwieniem naokoło, no przecież... MAX NIE MA!
- Maxiii? - zawołałem dość cicho, wstając na równe nogi.
Wadery jednak nie było w norze. Postanowiłem że wyjdę na zewnątrz się rozejrzeć.
Ulżyło mi dopiero, gdy zobaczyłem Max idącą w stronę nory. W dodatku ciągnęła ze sobą sarnę.
- Tutaj jesteś! Już zaczynałem się bać! - powiedziałem zaniepokojonym głosem.
Max puściła zdobycz. - Wybacz... Chciałam zapolować...
- Nie gniewam się, tylko... bałem się że coś ci się stało... - położyłem uszy po sobie.
Oboje udaliśmy się w stronę nory, wlekąc ze sobą zdobycz Max.

Maxiii?^^ Sorki że tak krótko...


czwartek, 18 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

Ta chwila mogła trwać wiecznie... To ta jedyna, najpiękniejsza chwila mojego życia!
Poczułem też jak jedna, mała łezka szczęścia spłynęła po moim pysku.
A więc o to chodziło Mei tamtej nocy... w tym śnie...
W końcu odkleiliśmy się od siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Łzy praktycznie zniknęły, jednak oczy były nieco szkliste i błyszczące.
Zajęliśmy się rozmową, która zajęła nam sporo czasu. Gdy słońce już zaszło, a na niebie pozostała tylko jasna łuna, skierowaliśmy się do nory Max, gdzie to ostatnimi czasy i ja nocowałem. Teraz już chyba zostanę tu na zawsze... jeżeli oczywiście nie przeniesiemy się do mojej nory.
Ułożyliśmy się wygodnie na posłaniu, a Max wtuliła się we mnie. Czułem jej ciepło, i delikatne ruchy ciała gdy oddychała.
Po jakimś czasie usnąłem, i w sumie po raz pierwszy w życiu tak blisko Max...
~ Było ciepłe, słoneczne lato. Wraz z Max chodziliśmy po polanie, pełnej czerwonych maków. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Oczy Max błyszczały w słońcu, a jej sierść rozwiewał przyjemny, delikatny, chłodzący letni wietrzyk. ~
Sen był co prawda dość krótki. Obudziłem się w środku nocy - ciemnej, zimowej nocy.
Leżałem u boku Max, która to nadal spała.

Maxiii? :3
Sorki że tak krótko, ale serio się starałam ;)

niedziela, 14 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- Nie, nic... - powiedziałem cichym, zduszonym głosem.
Od razu pomyślałem o swoim śnie... O Mei, o tym miejscu... Rzeczywiście szliśmy w to miejsce podobną trasą, jak w moim śnie...
Przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy, podziwiając przepiękny zachód słońca. Zaraz... We śnie, gdy Mea ,,zmieniała otoczenie''... widziałem to! Ten zachód! Dość ciepło, na niebie kolorowe łuny światła, skrzący i lekko topiący się śnieg...
,,Aron... Teraz to musisz dać radę!'' - pomyślałem.
- Max... Ja...
- Tak?
Odetchnąłem głęboko, po czym zabrałem się do mówienia, delikatnie kładąc uczy po sobie.
- Maxine... Ostatnimi czasu miewam różne sny, lecz ten ostatni... miał związek z tym miejscem. Teraz to rozumiem... - zaciąłem się na chwilę... ,,No dawaj, Aron!''... - Tak więc, w chwili tej... Śnieg skrzy w blasku słońca, śpiew ptaków słychać wokół nas... Jednak jest coś piękniejszego... Coś co... w sobie masz... - spojrzałem Max głęboko w oczy, delikatnie się kłaniając. - Czy ty, Maxine Anarica może chciałabyś uczynić zaszczyt mnie, najzwyklejszemu wilkowi, Aronowi Jacksonowi, i została moją żoną? - słowa te z trudem przeszły mi przez gardło, nadal w ,,ukłonie'' czekałem na odpowiedź Max. To była chyba najbardziej stresująca chwila w moim życiu, cociaż za chwilę może się stać najpiękniejszą... zależy od Max...

Max? <3 :3

środa, 10 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- No jasne! - odparłem entuzjastycznie. - Uwielbiam lodowiska, chociaż zima to już co innego... - zachichotałem.
***
- Jake, Lizzie! - wykrzyknąłem entuzjastycznie na widok szczeniąt.
Przywitaliśmy się ciepło, Max i szczenięta się poznały, a ja nareszcie mogłem z powrotem je zobaczyć!
Po tej jakże ciepłej wizycie udaliśmy się do nory Max, gdzie oboje ułożyliśmy się na posłaniu. Rozmawialiśmy co nieco o moim stanie zdrowia, oraz planowanych nawet wcześniej wyjściach.
Musiałem też w końcu dużo odpoczywać, tak więc skuliłem się, i zasnąłem.
~ Siedziałem z pochyloną głową, wpatrując się w taflę jeziora Aqua Munda. Nagle tuż za sobą usłyszałem bieg... to MUSIAŁ być wilk... Pospiesznie odwróciłem się w podskoku, gdy tylko ujrzałem wilka... zamarłem w bezruchu, nadal na ugiętych nogach. Widziałem tam... nie wiedziałem kto to może być, jednak coś mi mówiło, aby się lekko ukłonić - wadera wyglądała jakoś... inaczej niż normalny wilk. Nie potrafiłbym opisać słownie jej wyglądu... powiem tylko że nigdy wcześniej jej na żywo nie widziałem, chociaż mimo wszystko ją kojarzę... Zaraz! Czy to nie jest...
- M-mea? - zapytałem patrząc w waderę, która wyglądem przypominała opis bogini miłości.
Wadera skinęła głową, nadal milcząc. Czyli naprawdę jestem jednym z tych, którzy widzą bóstwo na własne oczy? Tyle że... Dlaczego bogini MIŁOŚCI ukazała się akurat mnie, we śnie? Dlaczego nie wybrała na przykład jakiejś młodej wadery?... Jakiegoś samotnego basiora?... Kogokolwiek innego z watahy?... Wątpię, bym się dowiedział, ale mogła też mieć dobry powód... A co jeżeli ześle zakochanie na mnie?... Wolę nie wiedzieć, w końcu po co komu taki dziwak jak ja, poza tym jestem tylko obrońcą, wykonującym swoją pracę jak tylko umie... Nagle coś wyrwało mnie z zamyślenia:
- Chodź za mną, Aronie Jacksonie. - jej głos był jakiś taki... inny niż normalnych wilków. Taki ciepły, spokojny i... niezwykle dziwnie... władczy? Kuszący? Gdy tylko coś powiedziała, czułem się jakbym już się za coś zabierał, bez marudzenia słuchałem...
Skinąłem głową, po czym ruszyłem ostrożnie za waderą.
Doprowadziła mnie do kryształowej jaskini. Co dziwne, prowadziła mnie jeszcze dalej w głąb jaskini. Szczerze, to wszedłem za nią do jaskini stalagnatów, co po ostatnim zajściu zrobiłem niechętnie (chociaż teraz to przynajmniej wejście do jaskini było odblokowane...). Jeszcze brakowało tylko aby zaprowadziła mnie w to samo miejsce, gdzie się poraniłem...
Jednak OCZYWIŚCIE to zrobiła... Ale zaraz... ostatnio, gdy to się stało... Jak mogłem nie zauważyć tego tunelu! A nie... to sen... Chociaż może... Skoro jest tu Mea, to może naprawdę jest tam tunel?... 
Był on odrobinkę porośnięty, a w przeciwieństwie do tunelu prowadzącego od jaskini kryształów do jaskini stalagnatów nie prowadził skośnie w dół, tylko w górę. Wszedłem do tunelu tuż za boginią, rozglądając się ze zdziwieniem. Gdy tylko z niego wyszliśmy, nie mogłem wprost uwierzyć własnym oczom... Zwykły ,,pagórek'', jednak znajdujący się gdzieś w lesie, a ze szczytu widać było duży obszar. Mimo wysokości pagórka, miejsce to było piękne... 
To zapewne za sprawką Mei, ale ujrzałem wizję tego miejsca w każdej porze roku - wiosną, latem jesienią i zimą. Ujrzałem je też w zimie, jednak gdy świeciło słońce, a śnieg połyskiwał w jego świetle.
Poczułem coś w sercu, coś co jak gdyby mówiło mi, że to miejsce jest dla mnie ważne, dokładnie że może być... 
- Miejsce to odegra w twoim życiu istotną rolę, Aronie. - powiedziała wadera wlepiając wzrok w dal, akurat przy lecie.
Poczułem delikatny, ciepły wiatr. Jak ja bym chciał aby nastało lato...
Nagle usłyszałem za sobą spokojny, znajomy głos...
- Aron... - wyszeptał mi nad uchem, przez co przeszedł mnie po plecach lekki dreszcz. 
Odwróciłem się w jego stronę, była to Max... Gdy tylko z powrotem chciałem zerknąć na Meę, zauważyłem jak dosłownie odchodzi po ,,niewidzialnej ścieżce''. ~
- Nie, czekaj! Nie odchodź! - wrzasnąłem zrywając się na równe łapy.
Nagle uświadomiłem sobie, iż jestem w norze Max... I jaki ja jestem nienormalny...

Maxiii? :3


wtorek, 9 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- Niby nic ale... - zacząłem niepewnie, i to jak... - Ruszałaś łapami przez sen, trochę płakałaś... Bałem się trochę... - po ostatnich słowach skrzyżowałem łapy, zakładając prawą tuż za lewą. 
- Oj... - mruknęła cicho. - No nic... Jesteś głodny?
- Trochę, a ty?
Max przytaknęła głową, tak więc wygrzebaliśmy ze schowka coś do żarcia, po czym postanowiliśmy ruszyć na mały spacer.
Byłem zachwycony, wreszcie mogłem ujrzeć na oczy te rozległe, ciche i piękne tereny! Wszędzie było tyle śniegu, było tak cudownie... przypomniały mi się nawet szczeniaki, jednak postanowiłem na razie o nich nie mówić.


Max? :3 Sorki że tak krótko.. XD

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- Jasne... - mruknąłem.
W głębi serca coś podpowiadało mi, iż Max przed chwilą zdawała się być zamyślona, a to raczej nie może być byle co. Jednak walcząc sam ze sobą, postanowiłem że nie będę się wtrącać - a może to jakieś zdarzenie spoza watahy, o którym nie wie żaden jej członek? Skąd w końcu miałbym to wiedzieć... jestem tylko członkiem watahy, nikim ,,super''.
Postanowiłem, iż prześpię się jeszcze trochę - może dobrze mi zrobi.
- Wybacz, ale ja się zdrzemnę... - powiedziałem spokojnym tonem głosu.
Skuliłem się odrobinkę, po czym zasnąłem.
~Siedziałem przy jeziorze aqua munda, wpatrzony w taflę. Nagle usłyszałem ciche wycie, dość smutne. Gdy pospiesznie się odwróciłem, ujrzałem Maxine, obserwującą mnie - a wzrok jej wyglądał jakby robiła to już jakiś czas. Nagle z jej ust wydobył się głos:
- Proszę, musisz dać radę... Poradzisz sobie...
Chciałem zapytać ,,Ale jak to?! Z czym?! Max, o co chodzi?!'', tyle że... nie zdążyłem. ~
- Aron, wszystko gra? - zapytała lekko zdziwiona Max, tym razem widziałem prawdziwą waderę...
- Tak, jest o-ok, a dla-dlaczego pytasz? - zapytałem zmuszając się na niewinny (krzywy) uśmiech.
- Machałeś łapą przez sen, położyłeś uszy po sobie i zacząłeś cicho skomleć. - stwierdziła.
Zrobiłem zdziwioną, a zapewne zarazem głupią, tym samym wręcz komiczną minę. Nawet we śnie tego nie zrobiłem... Chyba że zapomniałem o jakimś fragmencie?...

Max? :3 Sorki że tak troszku nudno XD

sobota, 6 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

- Ja też jej nie lubię... Tylko zimno, mokro... Wolę gdy jest lato... Tak ciepło, słonecznie...
- Też tak myślę...
- Ciekawe co u Jaka i Lizzie... Pani Crystal zaproponowała że się nimi zaopiekuję podczas mojej nieobecności, ale bardzo bym chciał ich zobaczyć... Adoptowałem ich, ale kocham jakby były moimi własnymi dziećmi...
- Rozumiem Cię... Jerry teraz zapewne bawi się z innymi wilczkami w swoim wieku...
- Jerry?
- Ja też adoptowałam szczenię, nazywa się Jerry i jest dla mnie jak młodszy brat.
- Mam nadzieję że moja rana szybko się zagoi... Bardzo bym chciał ich zobaczyć... Ale szczerze, to nie wiem czy to na temat, ale czasami nawet gdy są w pobliżu, czuję się taki... samotny... - położyłem uszy po sobie.
To na serio dziwne uczucie, gdy nawet przy ,,swoich'' dzieciach czujesz się samotny... Zwłaszcza że lubię mieć z kim pogadać, mieć towarzystwo...

Max? :3

czwartek, 4 stycznia 2018

Od Arona CD Maxine

Gdy tylko Max wyszła, postanowiłem także udać się gdzie indziej. Ostrożnie udałem sie do swojej nory. Gdy już dotarłem ,,do celu'' zacząłem grzebać w ziołach - wyjąłem rozmaryn, bazylię i oczywiście sporo mięty i meliski. Wziąłem to wszystko ostrożnie w pysk, po czym skierowałem się do nory Max. Chciałem jej dać trochę ziół.... zwłaszcza najlepszych. Nie wiedziałem co innego jej dać w zimie, a polować przecież nie mogłem - A zasłużyła na przynajmniej mały prezent, jako podziękowanie...
Gdy dotarłem do nory, zastałem... Max...
- Aron! Gdzieś Ty był?! Twoja rana...
Położyłem zioła na ziemi, po czym powiedziałem:
- Wybacz... Chciałem Ci dać coś w podziękowaniu... Ale nie bardzo wiedziałem co, więc mam nadzieję że chociaż to ci wystarczy... - spojrzałem na Max kładąc uszy po sobie.

Max?...

wtorek, 26 grudnia 2017

Od Arona CD Maxine

- Dobranoc... - powiedziałem, po czym skuliłem się, i udałem że zamykam oczy.
Gdy już wiedziałem że Max śpi, leżąc wyprostowałem się, i cicho westchnąłem.
W głowie kłębiło mi się tyle myśli... Dlaczego chce mi pomóc, skoro nikim ważnym czy ,,fajnym'' nie jestem? Czy po ranie zostanie blizna?... Tych myśli było naprawdę wiele, chociaż jedna co chwilę mi się nasuwała - lecz wolałbym aby jak na razie nikt o niej nie wiedział.
W końcu poczułem jak ciążą mi powieki, nie walczyłem więc z chęcią snu - zamknąłem oczy, a po chwili już nawet spałem.
~ Biegłem przez las co sił w łapach, zmierzając w stronę legowisk. Po drodze spotkałem Jaspera mówiącego:
- Nie na długo!
Zignorowałem jednak przybłędę, i pobiegłem dalej. Gdy już dotarłem do legowisk, skierowałem się w stronę nory Nilaya. Gdy jednak chciałem go zawołać, usłyszałem za sobą głos Max...~
- Aron?
- E... Ja nie śpię! - podniosłem nagle głowę, nie stałem już przed niczyją norą, leżałem na posłaniu w norze Max, a jasne światło wpadało przez wejście do jamy. - To już rano?
- Tak... Postanowiłam cię obudzić, bo zacząłeś ruszać łapami przez sen.
Zmieszany położyłem uszy po sobie - a więc to był sen? Bardzo realistyczny... 

Max? :3

sobota, 23 grudnia 2017

Od Arona CD Maxine

- Ech, no trochę tak...
- Zaraz cię opatrzę... - powiedziała po czym znikła gdzieś w norze.
Ja w międzyczasie myślałem sobie o jaskini, i o tym że ktoś w końcu musiał nas uwolnić.
Przypomniała mi się też sprawka z Jasperem, ciekawe gdzie się teraz podział... Chociaż w sumie, to NIE ciekawe... Im dalej jest, tym lepiej.
Chwilę później, ujrzałem Max trzymającą w pysku zioła.
Położyła je za podłodze obok mnie. - To powinno pomóc, chociaż odrobinę...
- Będzie bolało? - postanowiłem zadać to pytanie.
- Hmm... Nie jestem pewna...
Nie mówiąc już nic, zabrała się za opatrzenie rany na moim boku. W sumie, to trochę szczypało, więc zacisnąłem zęby, i zamknąłem oczy.
- Aron, wszystko dobrze?...
- Tak, wszystko ok... Tylko troszeczkę  szczypie...

Max? Sorki że tak krótko :'C

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Od Arona CD Maxine

- Jestem... - powiedziałam jakby znudzonym głosem, ziemia przyciskała mnie do ziemi bardzo mocno.
Nagle wszyscy zbiegli na dół, do mnie. Szczerze, to czułem się upokorzony, w końcu jestem obrońcą a nie jakimś kawałem mięsa, który można zakopać.
Nilay, Lary, Anaria, Max i Melinda zaczęli kopać, do skutku.
Wstałem z ziemi, lecz nie podniosłem się na długo. Otóż gdy tylko ustałem, upadłem od razu, czując pieczenie na ciele.
- Aron! - wykrzyknęła Max pod chodząc do mnie. - Dobrze się czujesz?
- Tak, wszystko ok... - powiedziałem podnosząc się z ziemi, tym razem powoli.
- Twoja łapa... - spojrzała na moją przednią, lewą łapę.
W sumie, dopiero co się skapnąłem że trzymam ją podniesioną.
- Ech... - nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Chyba potrzebujesz odpocząć. - stwierdziła Anaria.
- Nie trzeba, się zagoi...
- Aron... - powiedział z troską Nilay.
Spuściłem głowę z zakłopotaniem. Gdy ukratkiem spojrzałem na Max, patrzyła chyba na mój bok, tam też czułem ból, więc chyba wiem czemu...
- Aron, pozwól sobie pomóc... - poprosiła wadera.
- Ech... Dobrze, ale skoro mam to zrobić, to jak? Kto z was ma mi pomóc?

Maxine?

piątek, 15 grudnia 2017

Od Arona CD Maxine

- Tak, ale ja proponuję iść prosto... Może gdzieś tam ujrzymy światło...
- Dobrze... - niewinnie podkuliła ogon, po czym poszła za mną w głąb jaskini.
Nagle, coś się delikatnie rozjaśniło.
Była to maleńka jaskinia na końcu ,,korytarza''.
W ,,dachu'' byłą maleńka dziura, przez którą docierało tu światło.
Wreszcie mogłem lepiej zobaczyć Max, nie ukrywam że zobaczyłem w jej oczach mieszaninę uczuć; strach i smutek.
- Hej, spokojnie... Damy sobie radę... - powiedziałem spokojnym głosem, uśmiechając się delikatnie (i ciągle gapiąc się w jej oczy).
- Mam nadzieje... - spuściła głowę.
Pomyślałem, że nie chcę jej dołować. Spojrzałem więc w miejsce, z którego wydobywało się światło.
Tu obok zauważyłem korzeń... To jest to!
- Max, odsuń się... - powiedziałem z powagą w głosie.
- Co chcesz zrobić?...
- Zobaczysz, ale proszę, odsuń się...
- Ok... - odsunęła się jak wskazałem pod samo wejście do miniaturowej ,,jaskini''.
Skoczyłem łapiąc korzeń w zęby, kiedy już ,,opadałem'' korzeń opadł razem ze mną, a wraz z nim odsypało się wejście.
Poczułem też, tak warstwa ziemi solidni przyciska mnie do podłoża.
Tylna połowa ciała została zakopana, wystawała klatka piersiowa, łapy i głowa.

Maxine?

środa, 13 grudnia 2017

Od Arona - awans

Był chłodny, zimowy ranek. Postanowiłem od razu coś zjeść i wyruszyć na ,,zwiady''.
Wziąłem więc ze schowka tłustego (co dziwne) szaraka.
Po zjedzeniu oblizałem pysk ze smakiem kilkakrotnie, po czym ruszyłem.
Biegłem nad strumień, miałem nadzieję że to właśnie tam będę potrzebny.
***
Zauważyłem wilka... Jasper! Od razu gdy tylko go zobaczyłem, ujrzałem wspomnienie w pełnym obrazie. Kiedy zamachnął się łapą na moje barki, gdy krew po nich ciekła... Maxine stojąca z podkulonym ogonem, biegnąca wataha... Wszystkie oczy skierowane na mnie... Powaga Nilaya, abym dał sobie pomóc... Melinda prowadząca mnie do Subaru... Subaru gdy opatrywał ranę... Nie lubiłem do tego wracać... A tu nagle spotykam go stojącego nad strumieniem z tą swoją ,,miną''. 
Najpierw warknąłem ostrzegawczo.
- Kogo my tu mamy? - uśmiechnął się szyderczo patrząc na mnie wzrokiem żądnym krwi.
- Nie powinno cię tu być, dobrze o tym wiesz, przybłędo. - warknąłem patrząc na niego krzywo.
- I tak boisz się mnie przepędzić... - spojrzał na mnie z pewnością siebie.
- Ja się boję? - zaśmiałem mu się szyderczo prosto w oczy. - To ty powinieneś się bać, bo kiedy patrzę na ciebie humor przestaje mi dopisywać! - obnażyłem kły w jego stronę.
Przygarbiony odszedł burcząc przekleństwa pod nosem.
Wychłeptałem troszkę wody ze strumienia, po czym odwróciłem się aby ruszyć dalej.
Lecz drogę ,,zagrodził mi'' basior, Larry.
- Witaj Larry... - ukłoniłem się delikatnie.
- Cześć Aron. - odparł z uśmiechem na ustach.
- Mogę zapytać, w jakim celu przyszedłeś tutaj?
- Tak. Miałem cię zawiadomić o wspólnym polowaniu, jutro.
- Jutro?! - zamerdałem ogonem.
- Tak. - basior uśmiechnął się do mnie. - Jutro spotykamy się tam gdzie ostatnio, o tej samej porze. Wiesz o które miejsce chodzi?
- Tak, wiem. Tamto w którym załapałem się na bliznę... - odwróciłem wzrok na chwilę aby jeszcze raz spojrzeć na basiora. - Ups!... Sory...
- Nic nie szkodzi... - spojrzał na mnie współczująco. - To normalne, że źle to wspominasz.
- Dzięki... A wracając do tematu, przyjdę jutro we wskazane miejsce, o wskazanej porze.
- To cudownie! Wybacz ale ja już muszę iść. - uśmiechnął się po czym w mgnieniu oka znikł w krzakach.
Chwilę później ja także się zmyłem, aby patrolować teren.
***
Było już dosyć późno, więc zmierzałem w stronę legowisk.
Kiedy tam dotarłem, znowu zobaczyłem kogoś, tyle że nie z watahy... Chyba łatwo się domyślić...
- Wynoś się nędzny!... - wyszczerzyłem zęby jeżąc włosy na karku.
Basior tylko obnażył kły, po czym uciekł.
Ja nie miałem zamiaru ryzykować, natychmiast pobiegłem do Nilaya, aby go poinformować.
- Nilay! - zawołałem stojąc przed norą.
- Tak? - zapytał zdziwiony basior.
- To bardzo ważne... - zacząłem.
Opowiedziałem mu tę historię, jak spotkałem go i tutaj, i obok strumienia.
- Na prawdę? - zapytał zdumiony.
- Nie mówiłbym czegoś takiego na niby... To prawda... On musi coś knuć!
- Hmm... - zamyślił się chwilę. - Tak, to bardzo prawdopodobne... Musimy być czujni, może jutro będzie chciał nam znowu zepsuć polowanie...
- Też tak uważam... - wyprostowałem się. - Czy mam coś teraz zrobić?
- Nie, możesz już iść. Miłej nocy... - odwrócił wzrok.
- Wzajemnie... - odeszłam do swojej nory.
***
Następnego dnia, gdy już zbieraliśmy się na miejscu, postanowiłem że będę czujny.
Nagle, kiedy szedłem sobie inną ścieżką niż ostatnio (aby zobaczyć czy nie czają się tu przybłędy).
I bingo! Zauważyłem za drzewami że Jasper ZNOWU rozmawia z Shireą!
Zakradłem się aby ich podsłuchać.
- To będzie coś lepszego niż wtedy, tym razem odpłacę się temu całemu Aronowi! - burknął Jasper.
- Tyle że tym razem nie ma opcji dostania się do legowisk, zapewne zostawią tam kogoś to ochrony!
- Wiem, w końcu ja to mówiłem. Dowiedziałem się tego wczoraj, ale akurat kiedy chciałem spróbować przy okazji coś podkraść, przyuważył mnie ,,Aron'' i przegonił! - warknął nieco głośniej.
- I tak i tak by cię ktoś zobaczył. - stwierdził lis.
- Tak, wiem! - wyszczerzył kły w stronę drugiego przybłędy.
- W każdym razie, będziesz tam, a ja pójdę do legowisk, aby przynieść ci wieści.- lis spojrzał na ,,basiora'' w cwany sposób.
- A więc do dzieła! - rozeszli się na ten znak każdy w swoją stronę.
- O nie... - pomyślałem.
Pobiegłem czym prędzej na miejsce spotkania.
***
- Coś się stało? - zapytała Anaria nieco zdizwiona, widząc mnie zdyszanego.
- Aron, wytłumaczysz nam proszę swoją długą nieobecność? - zapytał raptownie Nilay.
- Wybaczcie, siła wyższa... - schyliłem łeb.
- Jak to? - zapytał Lary.
- Przybłędy... Znów coś knują... Nie wiem dokładnie co, ale mam zamiar być czujny... Podsłuchałem jak mówili o planie, nie usłyszałem całego ale...
- Rozumiemy cię... - powiedział Nilay.
- No co zapolujemy? - rzuciła nagle Kelly. 
- Ja jestem za łosiem! - dodała zadowolona Shine.
- Ja też... - powiedział Jack przytulając się do wadery.
- Wszyscy za? - dopytała Anaria.
Wszyscy oczywiście odpowiedzieliśmy ,,Tak!''.
Gdy Anaria już go wywęszyła, zaczailiśmy się wspólnie każdy z innej strony (po dwa wilki z jeden strony ,,w parze'').
Ja byłem sam.
Inne ,,pary wyglądały mniej-więcej tak: Lary z Anarią, Shine z Jackiem, Maxine z Kelly, a Nilay z Melindą.
Wracając do tematu - na sygnał Larego wyskoczyliśmy z krzaków na łosia.
I nagle ,,BUM''!
Kiedy cała wataha polowała ,,normalnie'', ja zostałem ZRZUCONY z pleców ofiary, trafiając na ziemię.
Nie trzeba zgadywać przez kogo, Jasper skoczył na mnie przygniatając mnie do zimi - zaatakował.
Tym razem to była bitwa na poważnie.
Nie dałem za wygraną, odepchnąłem go z całej siły, odleciał w bok.
Oboje zjeżyliśmy włosy na grzbiecie, obnażyliśmy kły, oraz cały czas warczeliśmy lub szczekaliśmy.
Skoczył w moją stronę, a ja zwinnie odskoczyłem w bok.
Zaczęła się wielka walka!...
Tym razem to ja skoczyłem an niego, gryząc co z łopatkę. Basior ,,sycząc'' z bólu odepchnął mnie szczypiąc mnie w łapę. Takich ,,odruchów'' było jeszcze sporo. Byliśmy dogryzieni i podrapani (ale na pewno nie śmiertelnie). W końcu wykonałem idealny odruch! Chwyciłem go zębami za ogon, po czym mocno do siebie przyciągnąłem. Basior podkulił go cofając się powoli.
- Odejdź stąd Jasper! - warknąłem!
Nie mógłbym nie zauważyć, że wataha zebrała się obok nas. Czułem bardzo mocno, iż towarzyszyło im wiele emocji...
- Nie! Nigdy! - basior wyszczerzył kły.
W końcu wziąłem krótki rozbieg, wyszczerzając kły. Kiedy skoczyłem na basiora przygniatając go do ziemi, zacząłem gryźć go po łapach. Ten rozpaczliwie próbował się uwolnić.
W końcu jakoś udało mu się wyślizgnąć, z podkulonym ogonem zaczął pędzić co sił w łapach.
Ja biegłem za nim.
Kierował się w kierunku przeciwnym do rzeki, więc na tereny Hostis nie powinien był trafić.
Biegłem za nim aż do granic terytorium, aż przez nią przebiegł.
Przy okazji zaczepił się o kamień, tym samym upadł i przeturlał się jakiś kawałek.
- Proszę, oszczędź mnie! - powiedział przestraszony, kładąc uszy po sobie, kuląc ogon, trzęsąc się oraz oczywiście był to błagalny ton.
Podszedłem do niego, spoglądając na jego pysk surowym i zapewne groźnym wzrokiem.
Na ten widok głośno zaskomlał.
- Odpuszczę ci, ale nie rób tak NIGDY więcej, i na jakiś czas stąd odejdź!
Basior po chwili skomlenia mi odpowiedział:
- Dobrze... - wstał z trudem po czym ruszył ze spuszczonym łbem przed siebie, wychodząc za granicę terytorium.
Odwróciłem się, wataha stała za mną.
Mierzyli mnie wzrokiem...
Gdybym miał oceniać, pomyślałbym że to wzrok pełen podziwu, szacunku i takich tam... Ale żeby na mnie patrzeć w ten sposób? Nieee.... To niemożliwe...
Chwilę później, po jakże głębokiej ciszy Nilay wystąpił naprzód, stanął koło mnie.
Stał na ukos do mnie i do watahy.
- Czyż nie uważacie, że watasze przydałby się obrońca? - zapytał wyprostowany z ,,chytrym'' uśmieszkiem na ustach, od czasu do czasu zerkając na mnie.
Chwilę poszeptali między sobą, po czym zwrócili się do Nilaya:
- Oczywiście! - pierwsza rzuciła Anaria.
- Popieram! - dodał Lary.
Po nim powtórzyli te słowa Shine, Jack, Melinda, Max i Kelly.
- A więc tak... - zaczął basior. - Aronie Jacksonie, od tej chwili stajesz się jak na razie jedynym, co ważne pierwszym w historii tej watahy obrońcą! Gratuluję. - powiedział w moją stronę uśmiechając się przyjacielsko i jakże ciepło.
Na te słowa chciałem ,,eksplodować ze szczęścia''. Miałem ochotę skakać i biegać...
Ale takie słowa, trzeba przyjąć z honorem.
- Ja... Nie wiem co powiedzieć.... Dziękuję! - wyprostowałem się dumnie z ,,honorowym uśmiechem''.

Koniec opowiadania.

sobota, 9 grudnia 2017

Od Arona CD Maxine

W sumie, to całe zajście zszokowało i mnie...
- Najlepiej zachować spokój, chociaż to jest teraz najtrudniejsze...
- Racja... - przyznała Max.
- Spróbuję odkopać tunel, ale to może zająć zbyt dużo czasu... Nie możemy wezwać watahy wyciek, bo będzie gorzej... Możemy też poszukać wyjścia, ale to chyba zostawimy na koniec... Wolałbym ruszyć sprawdzoną drogą...
- Dobrze... Mam nadzieję że się uda...
- Ja też... Ale powinno się udać... - przytuliłem ją lekko na pocieszenie.

Maxine?