Nie wiem ile czasu dryfowałam między snem, a rzeczywistością. Tym razem poemat mojej podświadomości nie należał do zbyt miłych. Podobno sny ujawniają uczucia, które są w nas ukryte lub stłumione. W moim przypadku stłumione uczucia wręcz eksplodowały, ukazując mi najgorsze chwile mojej przeszłości. Pogardę w głosie matki, smutek gdy za każdym razem mówiła, że nie jestem taką córką, jakiej ona pragnie, rozpacz po porzuceniu, osamotnienie w lesie. Wszystkie wspomnienia wróciły do mnie jako przerażające i okrutnie realistyczne wizje. O dziwo tym razem słowa raniły jeszcze bardziej. Zrozpaczona i przerażona próbowałam za wszelką cenę się obudzić, jednak coś sprawiało, iż nie miałam siły podnieść powiek. Walczyłam. Wciąż walczyłam z wizjami, na marne. Nagle poczułam przepiękny zapach, który ożywił moje zmysły i pozwolił na uchylenie powiek, jednak nie dałam radę utrzymać pełnej świadomości.
- Nie pozwól mi zasnąć... - wybełkotałam, po czym ponownie zapadłam w sen. Tym razem nie widziałam już matki. Podążałam przepiękną ścieżką, tuż przy brzegu rwącej rzeki. Zapach był przepiękny. Poczułam... rumianek? Nagle ujrzałam ogromne łapy wpychające mnie do rzeki. Zawzięte spojrzenie, pysk wykrzywiony w okrutnym grymasie chorej satysfakcji - Merlin.
Przerażona otworzyłam oczy. W pierwszej chwili światło niemiłosiernie raziło moje podrażnione od płaczu oczy. Gdy przyzwyczaiłam się już do oświetlenia ujrzałam piękny, znajomy pysk wilka. Uśmiechał się do mnie, przenikliwie wpatrując się w moje oczy. Znałam tylko jednego basiora o tak cudnym, promienistym uśmiechu - Bruno Coldmist.
- Uff... nic ci nie jest? Już zaczynałem się bać...- oznajmił radośnie. Powoli i delikatnie podniosłam się z posłania, które mi przygotował.
- Dziękuję Bruno. Dziękuję, że jesteś. - wyznałam cicho.
Bruno? Czyżby nasza mała Gen się powoli zakochiwała?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 czerwca 2018
Od Genevieve CD Bruna
Otworzyłam oczy i cicho ziewnęłam, zwracając tym samym uwagę Bruna. Basior uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej.
- Przepraszam, że musiałaś słuchać mojego fałszowania... - mruknął nieśmiało spuszczając wzrok.
- Żartujesz, prawda? To było cudowne! - oznajmiłam dobitnie.
- Taa jasne! A ja jestem ładnym wilkiem... - zachichotał basior.
- Bo jesteś! - powiedziałam niewiele myśląc. Powinnam się ugryźć w język. Szczerze mówiąc nie wiem czemu to powiedziałam. Zapanowała przez to niezręczna cisza. Bruno spuścił wzrok i wpatrywał się w swoje łapy. Ogon dałabym sobie uciąć, że gdyby nie sierść to oby dwoje strzelilibyśmy semafora.
- To ten... - zaczął Bruno. - Dobrze się spało?
- Nawet nie wiesz jak dobrze! - uśmiechnęłam się serdecznie. Najwyższy czas sprowadzić tę rozmowę na odpowiednie tory. Już miałam zamiar zagaić jakąś nudną rozmowę o pogodzie, jak robią to wszyscy nudziarze po trzydziestce w windzie, gdy nagle basior zapytał:
- Dlaczego płakałaś.
Widocznie nie miał zamiaru odpuszczać. Swoją drogą ja też nie miałam zamiaru się przed nim otworzyć i pokazać jaką sentymentalną osóbką jestem. Dwa uparciuchy!
- To tylko pyłki. - bąknęłam bez namysłu.
- Pyłki powiadasz... Zdajesz sobie sprawę, że gdybyś miała uczulenie na pyłki, to nie dałabyś rady tu wysiedzieć, ani co gorsza się wyspać? - zauważył Bruno. Ahh, obracam się w towarzystwie zbyt inteligentnych ludzi. Mistrzem w strategii i w kłamaniu to ja nie jestem.
- No bo... No bo... - wyjąkałam. Coldmist patrzył na mnie podejrzliwym i okropnie przenikliwym wzrokiem. Coś we mnie pękło. Zaszkliły mi się oczy, zamazując obraz. Otarłam je wierzchem łapy.
Twarz Bruna wyrażała totalne zmieszanie. Wyglądał jak gdyby zastanawiał się czy podejść i mnie przytulić, pocieszyć, czy krótko mówiąc zwiać. Wybrał pierwszą opcję.
- Hej, przepraszam. - wyszeptał cichym, uspokajającym głosem. - Nie powinienem tak naciskać...
- Przestań! - mruknęłam. - Nie gniewam się na ciebie, ale po prostu... Nigdy już do tego nie wracajmy. - wykrztusiłam, wtulając się w basiora i starając się opanować szloch. Nagle w swojej głowie usłyszałam głos swojej matki, z przed kilkunastu lat.
- Jak ty się zachowujesz?! - w jej głosie słychać było złość i zawód moją osobą. Znów poczułam sztylety przebijające moje serce, tak samo jak w dniu, w którym mnie porzuciła. Żal i smutek zawładnął całą mną. Poczułam się kompletnie bezsilna i senna. Zbyt senna! Moje powieki zaczęły się samowładnie zamykać, a ja straciłam kontrolę nad swoim ciałem, po czym... Zemdlałam.
Bruno? Co zrobisz z pół żywą Gen? ^-^
- Przepraszam, że musiałaś słuchać mojego fałszowania... - mruknął nieśmiało spuszczając wzrok.
- Żartujesz, prawda? To było cudowne! - oznajmiłam dobitnie.
- Taa jasne! A ja jestem ładnym wilkiem... - zachichotał basior.
- Bo jesteś! - powiedziałam niewiele myśląc. Powinnam się ugryźć w język. Szczerze mówiąc nie wiem czemu to powiedziałam. Zapanowała przez to niezręczna cisza. Bruno spuścił wzrok i wpatrywał się w swoje łapy. Ogon dałabym sobie uciąć, że gdyby nie sierść to oby dwoje strzelilibyśmy semafora.
- To ten... - zaczął Bruno. - Dobrze się spało?
- Nawet nie wiesz jak dobrze! - uśmiechnęłam się serdecznie. Najwyższy czas sprowadzić tę rozmowę na odpowiednie tory. Już miałam zamiar zagaić jakąś nudną rozmowę o pogodzie, jak robią to wszyscy nudziarze po trzydziestce w windzie, gdy nagle basior zapytał:
- Dlaczego płakałaś.
Widocznie nie miał zamiaru odpuszczać. Swoją drogą ja też nie miałam zamiaru się przed nim otworzyć i pokazać jaką sentymentalną osóbką jestem. Dwa uparciuchy!
- To tylko pyłki. - bąknęłam bez namysłu.
- Pyłki powiadasz... Zdajesz sobie sprawę, że gdybyś miała uczulenie na pyłki, to nie dałabyś rady tu wysiedzieć, ani co gorsza się wyspać? - zauważył Bruno. Ahh, obracam się w towarzystwie zbyt inteligentnych ludzi. Mistrzem w strategii i w kłamaniu to ja nie jestem.
- No bo... No bo... - wyjąkałam. Coldmist patrzył na mnie podejrzliwym i okropnie przenikliwym wzrokiem. Coś we mnie pękło. Zaszkliły mi się oczy, zamazując obraz. Otarłam je wierzchem łapy.
Twarz Bruna wyrażała totalne zmieszanie. Wyglądał jak gdyby zastanawiał się czy podejść i mnie przytulić, pocieszyć, czy krótko mówiąc zwiać. Wybrał pierwszą opcję.
- Hej, przepraszam. - wyszeptał cichym, uspokajającym głosem. - Nie powinienem tak naciskać...
- Przestań! - mruknęłam. - Nie gniewam się na ciebie, ale po prostu... Nigdy już do tego nie wracajmy. - wykrztusiłam, wtulając się w basiora i starając się opanować szloch. Nagle w swojej głowie usłyszałam głos swojej matki, z przed kilkunastu lat.
- Jak ty się zachowujesz?! - w jej głosie słychać było złość i zawód moją osobą. Znów poczułam sztylety przebijające moje serce, tak samo jak w dniu, w którym mnie porzuciła. Żal i smutek zawładnął całą mną. Poczułam się kompletnie bezsilna i senna. Zbyt senna! Moje powieki zaczęły się samowładnie zamykać, a ja straciłam kontrolę nad swoim ciałem, po czym... Zemdlałam.
Bruno? Co zrobisz z pół żywą Gen? ^-^
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Od Genevieve CD Lizzie
- Wiesz, Gen... jestem najgorsza na świecie... głupia, dziwna, brzydka... - powiedziała wadera, a po jej sierści spłynęła łza. Chciałam powiedzieć cokolwiek, co podniosłoby Lizzie na duchu, jednak natura poskąpiła mi nieco empatii i taktu więc po dłuższej chwili bąknęłam:
- Nie dziwna, tylko z edycji limitowanej!
Lizzie parsknęła śmiechem, nie wiem czy z rozbawienia, czy z litości. Chyba nie chciałam wiedzieć. Ważne, że osiągnęłam punkt pierwszy i zmusiłam to małe "nieszczęście" do uśmiechu.
- Poza tym posłuchaj! Nie jesteś głupia, bo głupi ludzie nie dostrzegają swoich wad. Dziwność nie jest zła, wręcz przeciwnie! Jest dużo lepsza od przeciętności. Brzydka? Błagam! Nie jesteś brzydka, tylko masz problemy ze wzrokiem, bo nie umiesz zauważyć tego, jaka śliczna jesteś. Jeszcze jakieś wątpliwości?!
Lizzie cały czas słuchała mnie w widocznym osłupieniu. Swoją drogą ja też nie wiedziałam do końca skąd u mnie takie psychologiczne zapędy. Zakompleksiony pulpet pomaga zakompleksionemu nieszczęściu. Cóż za ironia. Wadera cały czas milczała. Może analizowała moje słowa, może próbowała w nie uwierzyć, a może po prostu szukała odpowiednich kontrargumentów. Nie dane było mi wiedzieć. Lizzie wstała i odeszła, w tylko sobie znanym kierunku.
Lizzie? Jesteś świadkiem rozpoczęcia psychologicznej kariery Gen ^-^
- Nie dziwna, tylko z edycji limitowanej!
Lizzie parsknęła śmiechem, nie wiem czy z rozbawienia, czy z litości. Chyba nie chciałam wiedzieć. Ważne, że osiągnęłam punkt pierwszy i zmusiłam to małe "nieszczęście" do uśmiechu.
- Poza tym posłuchaj! Nie jesteś głupia, bo głupi ludzie nie dostrzegają swoich wad. Dziwność nie jest zła, wręcz przeciwnie! Jest dużo lepsza od przeciętności. Brzydka? Błagam! Nie jesteś brzydka, tylko masz problemy ze wzrokiem, bo nie umiesz zauważyć tego, jaka śliczna jesteś. Jeszcze jakieś wątpliwości?!
Lizzie cały czas słuchała mnie w widocznym osłupieniu. Swoją drogą ja też nie wiedziałam do końca skąd u mnie takie psychologiczne zapędy. Zakompleksiony pulpet pomaga zakompleksionemu nieszczęściu. Cóż za ironia. Wadera cały czas milczała. Może analizowała moje słowa, może próbowała w nie uwierzyć, a może po prostu szukała odpowiednich kontrargumentów. Nie dane było mi wiedzieć. Lizzie wstała i odeszła, w tylko sobie znanym kierunku.
Lizzie? Jesteś świadkiem rozpoczęcia psychologicznej kariery Gen ^-^
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
Od Genevieve CD Lizzie
Był piękny, wiosenny dzień. Idealny aby przemóc lęki. A co było moim największym lękiem? Klify! Podczas ostatniej "wycieczki" z Anarią do Kryształowej Groty mój lęk ujawnił się. Jak ognia bałam się wysokości. Wszystko z powodu feralnego wypadku, który zdarzył się w moje urodziny. Wiązało się to z moja pierwszą i do niedawna ostatnią watahą. Byłam w niej zaledwie 2 lata, podczas których byłam okropnie traktowana. Z niewiadomego powodu Merlin - samiec alfa - utrudniał mi życie jak tylko mógł. Stałam się tam popychadłem, wyrzutkiem... Znosiłam to cierpliwie całe 2 lata, wierząc że gdy dorosnę wszystko się zmieni - na marne. W dniu 17 urodzin postanowiłam się w końcu stamtąd wyrwać. Merlin i wraz z trzema kolegami ścigali mnie jeszcze około miesiąca, aż w końcu zrezygnowali w obawie o swoje życie, po tym jak jeden z nich niespodziewanie spadł z klifu i zginął. No może nie do końca spadł. To ja go zepchnęłam. Przyznaję się. Zabiłam wilka. Jestem pewna że to zdarzenie będzie stało mi przed oczyma jeszcze długi czas. Merlin nigdy mi tego nie zapomni, a ja wciąż żyję w wiecznym strachu, że kiedyś mnie dopadnie. To wydarzenie sprawiło, że boję się także klifów. Więc właśnie dzisiaj postanowiłam zwalczyć ten strach. Podążałam właśnie do Kryształowej Groty, tylko po to by znowu stanąć przed klifem i powiedzieć sobie, że jestem silna. Tak silna, że nie mogę się bać zwykłego klifu. Pełna pozytywnej energii ruszyłam w stronę "miejsca egzekucji". Co może pójść nie tak? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym nie dać rady. Muszę dać! Stanęłam w końcu naprzeciwko urwiska. Wtedy strach powrócił. Podeszłam jak najbliżej krawędzi, czując jak z każdą chwilą paraliżuje mnie lęk. Przełknęłam nerwowo ślinę i spojrzałam powoli w dół. Tak jak ostatnio poczułam zawroty głowy. Czy ja na prawdę sądziłam, że pójdzie tak łatwo? Czy ja na prawdę jestem aż tak głupia? Wycofałam się w głąb jaskini i ruszyłam powolnym krokiem w stronę wyjścia. Smutna i zniechęcona, ze spuszczoną głową... Nagle ujrzałam białą wilczycę, leżącą na ziemi. Wyglądała na równie zniechęconą do życia jak ja. Niepewnym krokiem podeszłam do niej i również ułożyłam się na ziemi, tuż obok niej. Skrzyżowałam łapy i oparłam na nich głowę, wpatrując się w waderę.Wiedziała o mojej obecności, ale w żaden sposób nie zwróciła na mnie uwagi. Prawdopodobnie wyglądałyśmy teraz jak dwa chodzące, a raczej leżące nieszczęścia. Nie wiedząc do końca co powiedzieć bąknęłam:
- Widzę, że nie tylko mi brakuje chęci do życia...
Wadera spojrzała na mnie krzywo i wzruszyła ramionami. Chcąc przerwać tą niezręczną ciszę podjęłam kolejną próbę nawiązania kontaktu.
- Jestem Gen, a ty?
- Lizzie. - burknęła wilczyca. Widać, że nie była zbyt rozmowna. Przez chwilę poczułam się jak natręt, ale w końcu ktoś musi pozbierać to małe nieszczęście do kupy! Niestabilna emocjonalnie próbuje pomóc totalnie rozbitej wewnętrznie... Tego jeszcze nie grali!
Niepewnie objęłam Lizzie łapą, na kształt jakiegoś nieudanego przytulenia. Wadera nie zareagowała.
- Dobra, ten etap mamy za sobą... To teraz powiedz cioci Genevieve co się stało i komu mam obić pyszczek? - mruknęłam posyłając jej najsłodszy i najbardziej promienny uśmiech na jaki było mnie stać.
Lizzie? 510 słów tworzących takiego gniota leci do ciebie ^^
- Widzę, że nie tylko mi brakuje chęci do życia...
Wadera spojrzała na mnie krzywo i wzruszyła ramionami. Chcąc przerwać tą niezręczną ciszę podjęłam kolejną próbę nawiązania kontaktu.
- Jestem Gen, a ty?
- Lizzie. - burknęła wilczyca. Widać, że nie była zbyt rozmowna. Przez chwilę poczułam się jak natręt, ale w końcu ktoś musi pozbierać to małe nieszczęście do kupy! Niestabilna emocjonalnie próbuje pomóc totalnie rozbitej wewnętrznie... Tego jeszcze nie grali!
Niepewnie objęłam Lizzie łapą, na kształt jakiegoś nieudanego przytulenia. Wadera nie zareagowała.
- Dobra, ten etap mamy za sobą... To teraz powiedz cioci Genevieve co się stało i komu mam obić pyszczek? - mruknęłam posyłając jej najsłodszy i najbardziej promienny uśmiech na jaki było mnie stać.
Lizzie? 510 słów tworzących takiego gniota leci do ciebie ^^
środa, 11 kwietnia 2018
Od Genevieve do Nity
Widok wilka na drzewie nie jest zbyt często spotykany. No cóż... Jak zwykle musiałam być wyjątkowa! Niedaleko jaskini Max znalazłam dość niezłe drzewko. Jeden z potężnych konarów był złamany, więc bez problemu mogłam wejść na górę. Koza Genevieve w akcji! Już od kilku dni codziennie się tu zaszywałam i prowadziłam swoje melancholijne przemyślenia. Nie doszłam do żadnego rewolucyjnego wniosku, dlatego rozmyślania wciąż trwały.
Tego dnia od razu po śniadaniu wdrapałam się na Ashleya (tak, tak nazwałam moje drzewo i obiecuję, że kiedyś nazwę tak swojego syna), oparłam się plecami o pień i wróciłam do mojego świata. Przymknęłam lekko oczy i wsłuchałam się w odgłosy ptaków. W pewnym momencie nawet lekko mi się przysnęło. Obudził mnie cichy chichot. Otworzyłam oczy i spojrzałam na ziemię. Na dole stała biała wilczyca, o pięknych brązowo - złotych oczach, które teraz przyglądały mi się w rozbawieniu.
- Przepraszam, jakim gatunkiem oposa jesteś? - mruknęła radośnie. Uśmiechnęłam się do niej serdecznie i odparłam roześmiana:
- Opos rudy. Brzydki, wyłupiaste oczy, ale lubi człowieków.
- A rudy opos ma na imię...? - spytała wesoło.
- Genevieve. A biała fretka ma na imię...?
- Nita. Czemu biała fretka? - powiedziała zdziwiona. Szczerze mówiąc to sama nie wiedziałam.
- Bo fretki są fajne? - zasugerowałam po chwili namysłu.
- W takim razie mogę być fretką! - odparła Nita, po czym zaczęła się śmiać.
Nita? Czy zostaniesz fajną fretką?
Tego dnia od razu po śniadaniu wdrapałam się na Ashleya (tak, tak nazwałam moje drzewo i obiecuję, że kiedyś nazwę tak swojego syna), oparłam się plecami o pień i wróciłam do mojego świata. Przymknęłam lekko oczy i wsłuchałam się w odgłosy ptaków. W pewnym momencie nawet lekko mi się przysnęło. Obudził mnie cichy chichot. Otworzyłam oczy i spojrzałam na ziemię. Na dole stała biała wilczyca, o pięknych brązowo - złotych oczach, które teraz przyglądały mi się w rozbawieniu.
- Przepraszam, jakim gatunkiem oposa jesteś? - mruknęła radośnie. Uśmiechnęłam się do niej serdecznie i odparłam roześmiana:
- Opos rudy. Brzydki, wyłupiaste oczy, ale lubi człowieków.
- A rudy opos ma na imię...? - spytała wesoło.
- Genevieve. A biała fretka ma na imię...?
- Nita. Czemu biała fretka? - powiedziała zdziwiona. Szczerze mówiąc to sama nie wiedziałam.
- Bo fretki są fajne? - zasugerowałam po chwili namysłu.
- W takim razie mogę być fretką! - odparła Nita, po czym zaczęła się śmiać.
Nita? Czy zostaniesz fajną fretką?
piątek, 30 marca 2018
Od Genevieve CD Bruna
Widok był prześliczny. Kwiaty wręcz kusiły, aby poznać ich zapach. Myślami przeniosłam się do czasów dzieciństwa, gdy jako malutka dziewczynka buszowałam w wielkiej trawie, rosnącej nieopodal domu. Ze smutkiem uświadomiłam sobie, że od tej chwili minęło już jedenaście lat. Zapragnęłam jeszcze raz poczuć się tak beztrosko jak kiedyś. Poczuć się dokładnie tak jak wtedy, gdy mokra trawa przyjemnie łaskotała moje dziecięce stópki. Jeszcze raz ułożyć się na trawie z kimś bliskim i odgadywać kształty chmur. Wszystkie te wspomnienia ogromnie mnie wzruszyły. Do tego stopnia, że z moich oczu popłynęło kilka malutkich łez. Ku mojemu niezadowoleniu Bruno to zauważył.
- Wszystko dobrze Gen? - spytał cicho. Pewnie uważał mnie teraz za beksę i małego mazgaja. Cała moja otoczka, silnej i niezależnej kobiety, którą budowałam wokół siebie przez wiele lat runęła, zostawiając tą wrażliwą i kruchą osóbkę, którą byłam w środku.
- Tak. - oznajmiłam, ze sztuczną pewnością. - Wszystko okej.
Nic nie było "okej" i Bruno dobrze o tym wiedział, na szczęście postanowił nie drążyć tematu. Aby trochę rozweselić atmosferę uśmiechnął się do mnie, ułożył na trawie i zachęcił do zajęcia miejsca obok niego. Wymusiłam uśmieszek, który pewnie wyglądał na jakiś nieudany grymas, po czym położyłam się obok niego. Wpatrywałam się w kwiaty, wciąż błądząc myślami w przeszłości. W pewnej chwili basior zaczął nucić, jakąś bliżej niezidentyfikowaną piosenkę, która o dziwo bardzo mnie uspokoiła. Upojona zapachem kwiatów i kojącym głosem Bruna w końcu zasnęłam.
Bruno?
- Wszystko dobrze Gen? - spytał cicho. Pewnie uważał mnie teraz za beksę i małego mazgaja. Cała moja otoczka, silnej i niezależnej kobiety, którą budowałam wokół siebie przez wiele lat runęła, zostawiając tą wrażliwą i kruchą osóbkę, którą byłam w środku.
- Tak. - oznajmiłam, ze sztuczną pewnością. - Wszystko okej.
Nic nie było "okej" i Bruno dobrze o tym wiedział, na szczęście postanowił nie drążyć tematu. Aby trochę rozweselić atmosferę uśmiechnął się do mnie, ułożył na trawie i zachęcił do zajęcia miejsca obok niego. Wymusiłam uśmieszek, który pewnie wyglądał na jakiś nieudany grymas, po czym położyłam się obok niego. Wpatrywałam się w kwiaty, wciąż błądząc myślami w przeszłości. W pewnej chwili basior zaczął nucić, jakąś bliżej niezidentyfikowaną piosenkę, która o dziwo bardzo mnie uspokoiła. Upojona zapachem kwiatów i kojącym głosem Bruna w końcu zasnęłam.
Bruno?
Od Genevieve do Belli
- Max? - mruknęłam cicho po skończonym śniadaniu. Wadera spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Czy ja wam tu troszkę nie przeszkadzam? - spytałam nieśmiało. - Pewnie ty i Aron chcielibyście trochę prywatności czy czegoś... - dodałam.
- Nie no co ty! Nasz dom jest otwarty dla gości. Wiesz ile wilków już tu przetrzymywałam? - roześmiała się Maxine. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i wbiłam wzrok w podłogę.
- Chyba, że ty masz nas już dość? - powiedziała wilczyca, a w jej głosie słychać było coś w rodzaju zaniepokojenia lub zwyczajnej troski.
- Nie! - odpowiedziałam szybko. - To nie tak. Jesteście dla mnie jak rodzina, której nigdy nie miałam! Kocham was całym serduszkiem, ale po prostu czuję, że powinnam się jakoś usamodzielnić... - wyjaśniłam, starannie dobierając słowa, aby nie urazić Max.
- Jeśli chcesz możemy po południu poszukać ci jakiejś ładnej jaskini. - zaproponowała po chwili namysłu. Zamerdałam ogonem i skinęłam głową, nie mogąc się doczekać.
- Czy ja wam tu troszkę nie przeszkadzam? - spytałam nieśmiało. - Pewnie ty i Aron chcielibyście trochę prywatności czy czegoś... - dodałam.
- Nie no co ty! Nasz dom jest otwarty dla gości. Wiesz ile wilków już tu przetrzymywałam? - roześmiała się Maxine. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i wbiłam wzrok w podłogę.
- Chyba, że ty masz nas już dość? - powiedziała wilczyca, a w jej głosie słychać było coś w rodzaju zaniepokojenia lub zwyczajnej troski.
- Nie! - odpowiedziałam szybko. - To nie tak. Jesteście dla mnie jak rodzina, której nigdy nie miałam! Kocham was całym serduszkiem, ale po prostu czuję, że powinnam się jakoś usamodzielnić... - wyjaśniłam, starannie dobierając słowa, aby nie urazić Max.
- Jeśli chcesz możemy po południu poszukać ci jakiejś ładnej jaskini. - zaproponowała po chwili namysłu. Zamerdałam ogonem i skinęłam głową, nie mogąc się doczekać.
***
Nigdy nie zastanawiałam się, jak ogromny jest ten las. Dotarłyśmy do takiego fragmentu tej puszczy, którego nie znała nawet Maxine. Flora w tym miejscu stała się tak wybujała, że przez niektóre miejsca ciężko było się przedrzeć. Ciekawe czy ktokolwiek z watahy kiedykolwiek zapuszczał się w te tereny.
- Czy to w ogóle jeszcze nasz teren? - spytałam po chwili.
- Jasne... To jest akurat jedyna rzecz, której jestem pewna! - oznajmiła Maxine z uśmiechem. Zawsze zazdrościłam jej tego, że nawet w kiepskich sytuacjach dobry humor jej nie opuszczał.
- Wracajmy. - mruknęłam cicho. - I tak wątpię, że coś tu znajdziemy.
- No dobra... Ale zajrzyjmy jeszcze tam! - powiedziała wadera wskazując na przejście między gałęziami i nie czekając na moją odpowiedź ruszyła w tamtym kierunku. Niechętnie powlokłam się za nią. Szukałyśmy już ponad trzy godziny, więc uznałam, że moje zmęczenie jest uzasadnione. Przecisnęłam się przez wejście i stanęłam jak wryta. Przede mną rozpościerała się przepiękna polana, usłana różnego rodzaju kwiatami. Przebiśniegi, żonkile, tulipany, hiacynty, krokusy... Wszystkie dumnie wychylały swoje główki w stronę słońca, zachęcając do poznania ich pięknych zapachów. Chłonęłam ten widok i zapachy całą sobą. Ciszę przerwało głośne kichnięcie, które przypomniało mi o obecności Maxine. Wadera miała zaczerwienione, lekko łzawiące oczy i chyba ponownie zbierało jej się na kichanie.
- Pierdzielone pyłki. - bąknęła i ruszyła w stronę wyjścia. Spojrzałam na polanę, starając się jak najlepiej ją zapamiętać i ruszyłam w stronę przyjaciółki. Nagle usłyszałam ciche skamlenie. W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, ale dźwięk nie ustawał.
- Max? Słyszysz to? - spytałam waderę, która powoli dochodziła do siebie.
- Nooo... Coś jakby... Skomlenie? - mruknęła zdziwiona. Powoli ruszyłam w kierunku odgłosu. Z każdą sekundą głos stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu dotarłam do dość sporej jamy w ziemi. Wytężyłam wzrok i dostrzegłam białą wilczycę, z nienaturalnie wykręconą łapą.
- Max tu ktoś jest! - krzyknęłam do towarzyszki. - Spokojnie... Zaraz cię wyciągniemy! - powiedziałam starając się uspokoić waderę i przy okazji siebie.
- Co się...Bella?! Jak ty się tam znalazłaś?! - wrzasnęła Maxine stając obok mnie. Bella wzruszyła łapami.
- Same nie damy rady jej wyciągnąć! Biegnę po Arona! Czekajcie tu! - rozkazała Max.
- Ciekawe dokąd miałabym pójść... - bąknęła wilczyca próbując się podnieść. Stan jej łapy wszystko utrudniał, więc bezsilnie upadła na ziemię.
- Będzie dobrze! - powiedziałam, mimo iż sama niezbyt w to wierzyłam.
- Kim ty tak w ogóle jesteś? - spytała, patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem.
Bella? Nie myślałam, że wyjdzie aż tak długie ^-^
- Czy to w ogóle jeszcze nasz teren? - spytałam po chwili.
- Jasne... To jest akurat jedyna rzecz, której jestem pewna! - oznajmiła Maxine z uśmiechem. Zawsze zazdrościłam jej tego, że nawet w kiepskich sytuacjach dobry humor jej nie opuszczał.
- Wracajmy. - mruknęłam cicho. - I tak wątpię, że coś tu znajdziemy.
- No dobra... Ale zajrzyjmy jeszcze tam! - powiedziała wadera wskazując na przejście między gałęziami i nie czekając na moją odpowiedź ruszyła w tamtym kierunku. Niechętnie powlokłam się za nią. Szukałyśmy już ponad trzy godziny, więc uznałam, że moje zmęczenie jest uzasadnione. Przecisnęłam się przez wejście i stanęłam jak wryta. Przede mną rozpościerała się przepiękna polana, usłana różnego rodzaju kwiatami. Przebiśniegi, żonkile, tulipany, hiacynty, krokusy... Wszystkie dumnie wychylały swoje główki w stronę słońca, zachęcając do poznania ich pięknych zapachów. Chłonęłam ten widok i zapachy całą sobą. Ciszę przerwało głośne kichnięcie, które przypomniało mi o obecności Maxine. Wadera miała zaczerwienione, lekko łzawiące oczy i chyba ponownie zbierało jej się na kichanie.
- Pierdzielone pyłki. - bąknęła i ruszyła w stronę wyjścia. Spojrzałam na polanę, starając się jak najlepiej ją zapamiętać i ruszyłam w stronę przyjaciółki. Nagle usłyszałam ciche skamlenie. W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, ale dźwięk nie ustawał.
- Max? Słyszysz to? - spytałam waderę, która powoli dochodziła do siebie.
- Nooo... Coś jakby... Skomlenie? - mruknęła zdziwiona. Powoli ruszyłam w kierunku odgłosu. Z każdą sekundą głos stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu dotarłam do dość sporej jamy w ziemi. Wytężyłam wzrok i dostrzegłam białą wilczycę, z nienaturalnie wykręconą łapą.
- Max tu ktoś jest! - krzyknęłam do towarzyszki. - Spokojnie... Zaraz cię wyciągniemy! - powiedziałam starając się uspokoić waderę i przy okazji siebie.
- Co się...Bella?! Jak ty się tam znalazłaś?! - wrzasnęła Maxine stając obok mnie. Bella wzruszyła łapami.
- Same nie damy rady jej wyciągnąć! Biegnę po Arona! Czekajcie tu! - rozkazała Max.
- Ciekawe dokąd miałabym pójść... - bąknęła wilczyca próbując się podnieść. Stan jej łapy wszystko utrudniał, więc bezsilnie upadła na ziemię.
- Będzie dobrze! - powiedziałam, mimo iż sama niezbyt w to wierzyłam.
- Kim ty tak w ogóle jesteś? - spytała, patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem.
Bella? Nie myślałam, że wyjdzie aż tak długie ^-^
poniedziałek, 26 marca 2018
Od Genevieve CD Anarii
Jaskinia była przepiękna. Od pierwszej chwili zakochałam się w tych widokach. Podziwiałam wszystkie kryształy, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy, zastanawiając się jakie jeszcze cuda kryje to miejsce. Przemierzałyśmy jaskinię milcząc, skupione widokach, które nam oferowała. Żadna z nas nie chciała się odezwać, aby nie zaburzyć spokoju i przecudownej atmosfery. Mimo wszystko ta cisza nie należała do tych krępujących. Wręcz przeciwnie! Anaria była idealną partnerką do milczenia, dlatego jej towarzystwo bardzo mi odpowiadało. Utkwiłam wzrok w jakże pięknym "suficie" jaskini. Jego wygląd zachwycał jeszcze bardziej niż kryształy i ściany jaskini. Przypominał kawałek szkiełka obsypanego mnóstwem brokatu. Nie mogłam oderwać od niego oczu.
- Stój! - krzyknęła nagle Anaria. Przestraszona aż podskoczyłam i spojrzałam pod nogi. Przede mną znajdowało się strome urwisko. Niepewnie wychyliłam się za nie, aby ujrzeć co znajduje się na jego końcu, jednak od razu tego pożałowałam. Momentalnie zaczęło kręcić mi się w głowie i zbierać na wymioty. Cofnęłam się nieco i oparłam się o ścianę.
- Wszystko dobrze? - spytała zaniepokojona towarzyszka. Pragnęłam z całych sił powiedzieć "tak", aby nie niepokoić wadery, ale nie wiedzieć czemu pokręciłam przecząco głową. Anaria spojrzała na mnie z troską, po czym podeszła do mnie i pomogła wesprzeć mi się na jej boku.
- Wynosimy się stąd! - zakomunikowała, ruszając ze mną przy boku w kierunku wyjścia.
Anaria?
- Wszystko dobrze? - spytała zaniepokojona towarzyszka. Pragnęłam z całych sił powiedzieć "tak", aby nie niepokoić wadery, ale nie wiedzieć czemu pokręciłam przecząco głową. Anaria spojrzała na mnie z troską, po czym podeszła do mnie i pomogła wesprzeć mi się na jej boku.
- Wynosimy się stąd! - zakomunikowała, ruszając ze mną przy boku w kierunku wyjścia.
Anaria?
piątek, 16 marca 2018
Od Genevieve CD Mike'a
- Którą chcesz upolować? - spytał Mike. Rozejrzałam się po polanie. Woń świeżego mięsa miło łaskotała moje nozdrza. Dopiero teraz poczułam jak bardzo jestem głodna.
- Może być ta większa. Jestem głodna jak...
- ..wilk? - dopowiedział basior.
- Taak... - zachichotałam. Nagle na uboczu stadka dostrzegłam dokładnie tą samą łanię, którą goniłam dziś rano. Postanowiłam, że zapoluję sama.
- Czekaj tu Mike! Patrz i się ucz!- zakomunikowałam z błyskiem w oku. Zakradłam się do mojej niedoszłej przekąski, dokładnie obserwując każdy jej ruch. Gdy w końcu nadeszła dogodna chwila, ruszyłam w kierunku zwierzęcia. Rzuciłam się na ofiarę, jednym, zgrabnym ruchem powaliłam ją na ziemię i zadowolona z siebie dobrałam się do jej tętnicy. Po chwili łania leżała już martwa. Odwróciłam się do Mike'a i gestem łapy zaprosiłam go do posiłku. Jego spojrzenie wyrażało głębokie zdziwienie.
- Jak ty...? Nie ważne! Niezłe to było! - mruknął do mnie, po czym zabrał się za jedzenie. Z uśmiechem usiadłam przy zwierzęciu i również zaczęłam jeść. Mięso zniknęło dość szybko, więc udaliśmy się krętą ścieżką w głąb lasu. Nie wiedzieliśmy nawet dokąd idziemy. Po prostu szwendaliśmy się zupełnie bez celu, rozmawiając na totalnie nieistotne tematy i śmiejąc się z kompletnie nieśmiesznych rzeczy. Poczułam, że chyba nadajemy na tych samych falach. Zwyczajnie dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.
- Muszę chyba już wracać do jaskini, bo Maxine pewnie będzie się martwić, czy coś. - mruknęłam w końcu gdy zaczęło się ściemniać. Nawet nie zauważyłam kiedy minęło aż tyle czasu.
- Mieszkasz u Max? - spytał zdziwiony.
- Mhmm... Ale już szukam sobie mieszkanka. - objaśniłam. - A ty gdzie tak w ogóle mieszkasz? - zagadnęłam po chwili. - Bo nie wiem pod którym mostem mam cię odwiedzać - dodałam rozbawiona.
Mike?
- Może być ta większa. Jestem głodna jak...
- ..wilk? - dopowiedział basior.
- Taak... - zachichotałam. Nagle na uboczu stadka dostrzegłam dokładnie tą samą łanię, którą goniłam dziś rano. Postanowiłam, że zapoluję sama.
- Czekaj tu Mike! Patrz i się ucz!- zakomunikowałam z błyskiem w oku. Zakradłam się do mojej niedoszłej przekąski, dokładnie obserwując każdy jej ruch. Gdy w końcu nadeszła dogodna chwila, ruszyłam w kierunku zwierzęcia. Rzuciłam się na ofiarę, jednym, zgrabnym ruchem powaliłam ją na ziemię i zadowolona z siebie dobrałam się do jej tętnicy. Po chwili łania leżała już martwa. Odwróciłam się do Mike'a i gestem łapy zaprosiłam go do posiłku. Jego spojrzenie wyrażało głębokie zdziwienie.
- Jak ty...? Nie ważne! Niezłe to było! - mruknął do mnie, po czym zabrał się za jedzenie. Z uśmiechem usiadłam przy zwierzęciu i również zaczęłam jeść. Mięso zniknęło dość szybko, więc udaliśmy się krętą ścieżką w głąb lasu. Nie wiedzieliśmy nawet dokąd idziemy. Po prostu szwendaliśmy się zupełnie bez celu, rozmawiając na totalnie nieistotne tematy i śmiejąc się z kompletnie nieśmiesznych rzeczy. Poczułam, że chyba nadajemy na tych samych falach. Zwyczajnie dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.
- Muszę chyba już wracać do jaskini, bo Maxine pewnie będzie się martwić, czy coś. - mruknęłam w końcu gdy zaczęło się ściemniać. Nawet nie zauważyłam kiedy minęło aż tyle czasu.
- Mieszkasz u Max? - spytał zdziwiony.
- Mhmm... Ale już szukam sobie mieszkanka. - objaśniłam. - A ty gdzie tak w ogóle mieszkasz? - zagadnęłam po chwili. - Bo nie wiem pod którym mostem mam cię odwiedzać - dodałam rozbawiona.
Mike?
sobota, 3 marca 2018
Od Genevieve CD Lucasa
Całą drogę do nory wspierałam się na boku Lucasa. Czułam się trochę niezręcznie. Dopiero mnie poznał, a pewnie już ma mnie za głupią niezdarę, ale starałam się o tym nie myśleć. Żadnymi słowami nie mogłam wyrazić jak bardzo jestem mu wdzięczna. Nora basiora [ahh ten perfekcyjny rym] znajdowała się niedaleko, więc już po chwili byliśmy na miejscu. Niepewnie wkroczyłam do jego świątyni.
- Rozgość się. - mruknął, więc klapnęłam gdzieś pod ścianą. Wilk poszedł rozpalić ogień, a ja nieśmiało obserwowałam jego czyny. Dopiero teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się mojemu wybawcy. Martwiło mnie, że jest tak bardzo chudy, jednak doszłam do wniosku, że to pewnie wina genów. Nie był zbyt umięśniony, lecz mimo to był dość silny. Jego piękne jasno brązowe oczy, wyrażały teraz ogromne skupienie. Po chwili ogień został rozpalony, a w norze zaczęło się robić coraz cieplej. Lucas usiadł niedaleko mnie i wpatrywał się w tańczące płomyki. Tak jak ja, nie był zbyt rozmowny, więc miło nam się razem milczało, jednak tym razem moja ukochana cisza, była dość niezręczna.
- Dziękuję Lucas. - odezwałam się po chwili.
- Nie ma za co... Yyy dziewczyno - mruknął. No tak... Jestem taką amebą, że nawet się nie przedstawiłam.
- Genevieve, ale możesz mówić mi Gen, ewentualnie topiąca się ameba. - uśmiechnęłam się w jego kierunku, na co basior wybuchnął śmiechem.
- Okay! Nie ma za co topiąca się amebo! - powiedział rozbawiony. Faktycznie brzmiało to dość śmiesznie, więc również zachichotałam. Po chwili spoważniałam, zastanawiając się jak mogę się odwdzięczyć. Niestety nie przyszło mi nic do głowy, więc zdobyłam się tylko na coś w stylu:
- Chyba nigdy w życiu nie dam rady odwdzięczyć ci się za uratowanie życia, ale pamiętaj, że zawsze mogę ci pomóc i zrobić coś dla ciebie. Mam u ciebie dość duży dług.
- Będę pamiętać - odpowiedział, patrząc mi głęboko w oczy. Przez moment zrobiło się niezręcznie, więc uznałam, że trochę nadużywam dobroci Lucasa i że chyba powinnam już iść.
- To ten... Ja się może będę zbierać - oznajmiłam, kierując się w stronę wyjścia.
- Nie wychodź! - krzyknął, natychmiast Lucas, jednak do chwili dodał - Bo wiesz... Jesteś jeszcze słaba i nie chcę mieć cię potem na sumieniu. Wypuszczę cię, gdy nabierzesz sił.
Po raz kolejny poczułam się ogromną wdzięczność. Sama nie wiedząc dlaczego podeszłam do basiora i mocno przytuliłam. Ten był chyba nieco zdezorientowany, ale również mnie przytulił.
- Dziękuję. - szepnęłam. - Dziękuję za wszystko!
Lucas?
- Rozgość się. - mruknął, więc klapnęłam gdzieś pod ścianą. Wilk poszedł rozpalić ogień, a ja nieśmiało obserwowałam jego czyny. Dopiero teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się mojemu wybawcy. Martwiło mnie, że jest tak bardzo chudy, jednak doszłam do wniosku, że to pewnie wina genów. Nie był zbyt umięśniony, lecz mimo to był dość silny. Jego piękne jasno brązowe oczy, wyrażały teraz ogromne skupienie. Po chwili ogień został rozpalony, a w norze zaczęło się robić coraz cieplej. Lucas usiadł niedaleko mnie i wpatrywał się w tańczące płomyki. Tak jak ja, nie był zbyt rozmowny, więc miło nam się razem milczało, jednak tym razem moja ukochana cisza, była dość niezręczna.
- Dziękuję Lucas. - odezwałam się po chwili.
- Nie ma za co... Yyy dziewczyno - mruknął. No tak... Jestem taką amebą, że nawet się nie przedstawiłam.
- Genevieve, ale możesz mówić mi Gen, ewentualnie topiąca się ameba. - uśmiechnęłam się w jego kierunku, na co basior wybuchnął śmiechem.
- Okay! Nie ma za co topiąca się amebo! - powiedział rozbawiony. Faktycznie brzmiało to dość śmiesznie, więc również zachichotałam. Po chwili spoważniałam, zastanawiając się jak mogę się odwdzięczyć. Niestety nie przyszło mi nic do głowy, więc zdobyłam się tylko na coś w stylu:
- Chyba nigdy w życiu nie dam rady odwdzięczyć ci się za uratowanie życia, ale pamiętaj, że zawsze mogę ci pomóc i zrobić coś dla ciebie. Mam u ciebie dość duży dług.
- Będę pamiętać - odpowiedział, patrząc mi głęboko w oczy. Przez moment zrobiło się niezręcznie, więc uznałam, że trochę nadużywam dobroci Lucasa i że chyba powinnam już iść.
- To ten... Ja się może będę zbierać - oznajmiłam, kierując się w stronę wyjścia.
- Nie wychodź! - krzyknął, natychmiast Lucas, jednak do chwili dodał - Bo wiesz... Jesteś jeszcze słaba i nie chcę mieć cię potem na sumieniu. Wypuszczę cię, gdy nabierzesz sił.
Po raz kolejny poczułam się ogromną wdzięczność. Sama nie wiedząc dlaczego podeszłam do basiora i mocno przytuliłam. Ten był chyba nieco zdezorientowany, ale również mnie przytulił.
- Dziękuję. - szepnęłam. - Dziękuję za wszystko!
Lucas?
piątek, 2 marca 2018
Od Genevieve CD Mike'a
Wstałam dzisiaj w kiepskim humorze. Od samego rana wszystko mnie denerwowało. Tego dnia potrafiłam z błahego powodu zrobić awanturę, nakrzyczeć na kogoś. Byłam istną chodzącą burzą i to nie byle jaką - gradową... Maxine widząc, mój dzisiejszy humorek podsunęła mi pomysł polowania. Uznałam, że pomoże mi to jakoś rozładować emocje, więc ruszyłam w las, po drodze kopiąc tylną nogą większość napotkanych po drodze drzew. W końcu dotarłam na małą polankę, na której ujrzałam kilka dorodnych jeleni. Wśród nich wypatrzyłam dużą i o dziwo tłustą łanię. Teraz wystarczyło tylko znaleźć dogodny moment, w którym łania lekko oddali się od stada. Zgodnie z moimi oczekiwaniami mój cel odsunął się lekko pod las. Wybiegłam z zza krzaków w kierunku zwierzęcia. Niestety łania zauważyła mnie i w mgnieniu oka ewakuowała się do lasu. Nie dawałam za wygraną. Pędziłam za nią ile sił w nogach. Nagle zauważyłam basiora, szykującego się do biegu. Nie zdążyłam wyhamować i z impetem w niego uderzyłam. Łania wykorzystała okazję i zniknęła głęboko w lesie.
- Co ty robisz? - wydarłam się na niego. Basior skulił się pod wpływem mojego wzroku i tonu mojego głosu.
- Wybacz. Nie chciałem - mruknął nieśmiało.
- Uważaj jak chodzisz! - warknęłam.
- To był wypadek... Zwykle nie wpadam tak sobie na ładne wadery. - odparł szybko wilk. Zatkało mnie... Stanęłam jak wryta, nie wiedząc zbytnio co odpowiedzieć. W momencie moje nerwy opadły. Nieczęsto słyszy się od nieznajomych, że jest się ładną waderą... Ja nie słyszałam tego jeszcze nigdy.
- Yyy... Następnym razem uważaj, czy coś - wypaliłam po chwili cicho. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć. Nagle basior postanowił przerwać tę niezręczną chwilę.
- Jestem Mike, a ty?
- Genevieve. - mruknęłam wpatrując się w jego hipnotyzujące żółte oczy.
- Niezły początek znajomości, nieprawdaż? - uśmiechnął się w moim kierunku. Odwzajemniłam uśmiech, ale nie odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła... W końcu przeze mnie zwiał ci nie najgorszy kawał mięsa! - zagaił znowu. Z radością stwierdziłam, że opuścił mnie zły humor, więc wyszczerzyłam zęby i z rozbawieniem odpowiedziałam:
- Nie no co ty! Ja mam nadzieję, że nie przestraszyłam cię swoim wybuchem złości... Miałam gorszy dzień. Wiesz jak to jest...
- Jasne, rozumiem! Masz może ochotę naprawić ze mną to nieudane polowanie i tym razem coś złapać? - spytał, wpatrując się w moje oczy.
- W sumie, to czemu nie! - roześmiałam się, po czym oboje ruszyliśmy w poszukiwaniu zwierzyny.
- Co ty robisz? - wydarłam się na niego. Basior skulił się pod wpływem mojego wzroku i tonu mojego głosu.
- Wybacz. Nie chciałem - mruknął nieśmiało.
- Uważaj jak chodzisz! - warknęłam.
- To był wypadek... Zwykle nie wpadam tak sobie na ładne wadery. - odparł szybko wilk. Zatkało mnie... Stanęłam jak wryta, nie wiedząc zbytnio co odpowiedzieć. W momencie moje nerwy opadły. Nieczęsto słyszy się od nieznajomych, że jest się ładną waderą... Ja nie słyszałam tego jeszcze nigdy.
- Yyy... Następnym razem uważaj, czy coś - wypaliłam po chwili cicho. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć. Nagle basior postanowił przerwać tę niezręczną chwilę.
- Jestem Mike, a ty?
- Genevieve. - mruknęłam wpatrując się w jego hipnotyzujące żółte oczy.
- Niezły początek znajomości, nieprawdaż? - uśmiechnął się w moim kierunku. Odwzajemniłam uśmiech, ale nie odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła... W końcu przeze mnie zwiał ci nie najgorszy kawał mięsa! - zagaił znowu. Z radością stwierdziłam, że opuścił mnie zły humor, więc wyszczerzyłam zęby i z rozbawieniem odpowiedziałam:
- Nie no co ty! Ja mam nadzieję, że nie przestraszyłam cię swoim wybuchem złości... Miałam gorszy dzień. Wiesz jak to jest...
- Jasne, rozumiem! Masz może ochotę naprawić ze mną to nieudane polowanie i tym razem coś złapać? - spytał, wpatrując się w moje oczy.
- W sumie, to czemu nie! - roześmiałam się, po czym oboje ruszyliśmy w poszukiwaniu zwierzyny.
Mike? Trochę się rozpisałam ^-^
środa, 28 lutego 2018
Od Genevieve CD Anarii
- Możemy spróbować... - mruknęłam z uśmiechem. Cztery lata tułaczki nauczyły mnie sztuki polowań. Samotność naprawdę uczy samodzielności.
- Zaatakujmy tego z prawej. Wygląda na najsłabszego. - dodałam po chwili. Wilczyca odpowiedziała mi skinieniem głowy. Zaczaiłyśmy się z dwóch stron. Gdy byłyśmy już na odpowiednich pozycjach, przesłałyśmy sobie sygnał wzrokowy i rzuciłyśmy się na młodego jelenia. Mimo, że stawiał nam opór, to nie zdołał się przed nami obronić i już po chwili leżał martwy. Nie był zbyt gruby, w końcu zima nie sprzyja zbytnio roślinożercom. Anaria od razu zabrała się za pałaszowanie pożywienia, a ja z uśmiechem się jej przyglądałam.
- Nie jesz? - spytała po chwili wadera.
- Nie mogę... Nie mam ochoty na jedzenie jak na razie. Więcej dla ciebie! - uśmiechnęłam się w jej kierunku. Usiadłam w pobliżu i oddałam się rozmyślaniom. Nagle spostrzegłam, że wilczyca od dłuższej chwili badawczo mi się przygląda.
- Coś nie tak? - spytałam lekko zaniepokojona.
- Nie! Po prostu zastanawiam się gdzie nauczyłaś się tak dobrze polować?
Bałam się tego pytania. Nie byłam w stanie opowiedzieć jej całej prawdy, więc postanowiłam odpowiedzieć wymijająco.
- Jakoś tak wyszło... - mruknęłam. Anaria nie była zbytnio zachwycona moją odpowiedzią, ale postanowiła nie zgłębiać tematu i chwała jej za to. Wstydziłam się swojej przeszłości i próbowałam unikać pytań o nią jak ognia. Starałam się odpowiadać jak najbardziej wymijająco, aby w końcu zniechęcić do jakiejkolwiek próby poznania mojej historii."
- Byłaś już w Kryształowej Grocie? - zagadnęła Anaria, po dłuższej chwili milczenia.
- Nie... - mruknęłam. - Ale brzmi ciekawie!
- A chcesz pójść? - spytała z błyskiem w oku.
- Czemu nie! - powiedziałam i już po chwili kierowałyśmy się w stronę groty.
Anaria?
- Zaatakujmy tego z prawej. Wygląda na najsłabszego. - dodałam po chwili. Wilczyca odpowiedziała mi skinieniem głowy. Zaczaiłyśmy się z dwóch stron. Gdy byłyśmy już na odpowiednich pozycjach, przesłałyśmy sobie sygnał wzrokowy i rzuciłyśmy się na młodego jelenia. Mimo, że stawiał nam opór, to nie zdołał się przed nami obronić i już po chwili leżał martwy. Nie był zbyt gruby, w końcu zima nie sprzyja zbytnio roślinożercom. Anaria od razu zabrała się za pałaszowanie pożywienia, a ja z uśmiechem się jej przyglądałam.
- Nie jesz? - spytała po chwili wadera.
- Nie mogę... Nie mam ochoty na jedzenie jak na razie. Więcej dla ciebie! - uśmiechnęłam się w jej kierunku. Usiadłam w pobliżu i oddałam się rozmyślaniom. Nagle spostrzegłam, że wilczyca od dłuższej chwili badawczo mi się przygląda.
- Coś nie tak? - spytałam lekko zaniepokojona.
- Nie! Po prostu zastanawiam się gdzie nauczyłaś się tak dobrze polować?
Bałam się tego pytania. Nie byłam w stanie opowiedzieć jej całej prawdy, więc postanowiłam odpowiedzieć wymijająco.
- Jakoś tak wyszło... - mruknęłam. Anaria nie była zbytnio zachwycona moją odpowiedzią, ale postanowiła nie zgłębiać tematu i chwała jej za to. Wstydziłam się swojej przeszłości i próbowałam unikać pytań o nią jak ognia. Starałam się odpowiadać jak najbardziej wymijająco, aby w końcu zniechęcić do jakiejkolwiek próby poznania mojej historii."
- Byłaś już w Kryształowej Grocie? - zagadnęła Anaria, po dłuższej chwili milczenia.
- Nie... - mruknęłam. - Ale brzmi ciekawie!
- A chcesz pójść? - spytała z błyskiem w oku.
- Czemu nie! - powiedziałam i już po chwili kierowałyśmy się w stronę groty.
Anaria?
wtorek, 27 lutego 2018
Od Genevieve do Lucasa
Od kilku dni trzymał mocny mróz. Śnieg zasypał praktycznie cały las. Zauroczona tym pięknym krajobrazem wybrałam się na przechadzkę. Uwielbiałam zimę, od kiedy byłam szczenięciem. Najlepsze wspomnienia z dzieciństwa dotyczyły właśnie zimy. Do mojej głowy przybiegły piękne chwile dzieciństwa, podczas których rzucałam śniegiem lub ślizgałam się na zamarzniętych jeziorach. Nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł. Lodowisko! Nie zastanawiając się długo pobiegłam w stronę jeziora. Nie było to zbyt daleko, więc w mgnieniu oka znalazłam się na miejscu. Widok zamarzniętej wody i ośnieżonych drzew dookoła zachwycił mnie swym pięknem. Poczułam się zupełnie beztrosko i spokojnie. W końcu zorientowałam się po co tutaj przyszłam. Ostrożnie postawiłam jedną łapę na lodzie sprawdzając czy nie załamie się pod moim ciężarem. Tafla okazała się być dość gruba, więc powoli weszłam na lód. Po chwili ślizgałam się w najlepsze. Dość często nogi odmawiały mi posłuszeństwa i lądowałam na brzuchu, mimo to wciąż chichotałam, jak małe dziecko. Ta chwila mogła trwać wiecznie. Nagle usłyszałam szmery, dochodzące zza krzaków. Niespokojnie rozejrzałam się dookoła, jednak nikogo nie zauważyłam. Niespodziewanie usłyszałam trzask pod swoimi stopami. Lód zaczął powoli pękać. Przerażona obserwowałam kolejne pęknięcia na tafli. Próbowałam powoli zejść z lodowiska, jednak lód pękał coraz bardziej. Stałam jak sparaliżowana. Czy nadszedł mój koniec? Lód załamał się pod moimi stopami. W ułamku sekundy przed oczami, niczym film, przeleciało całe moje życie. Wpadłam do lodowatej wody. Próbowałam wydostać się na powierzchnie jednak byłam zbyt słaba. Traciłam powoli świadomość. Ostatnie co pamiętam, to silne łapy wyciągające mnie z wody.
Lucas? Co ty na to?
Lucas? Co ty na to?
Od Genevieve CD Bruna
Wybrałam się na przechadzkę po lesie. Nic nie działało lepiej na moje zszargane nerwy niż świeże powietrze i świergot ptaków. Moje myśli krążyły gdzieś w obłokach. Nagle zauważyłam przed sobą basiora. Na wygląd mógł być w moim wieku. Nie wiedziałam czy mam do niego podejść, czy może jak najszybciej, niepostrzeżenie zwiać, gdzie pieprz rośnie, ale wilk jednak mnie zauważył. W jego oczach zobaczyłam lekką niepewność.
- Cześć... - mruknął nieśmiało. - Jesteś z watahy, zgadza się?
- Tak, od niedawna. Jestem Genevieve, a ty? - uśmiechnęłam się serdecznie w jego stronę.
- Bruno. Bruno Coldmist.
Coldmist? Coś mówiło mi to nazwisko. Nagle doznałam olśnienia. Anaria nazywa się Coldmist.
- Jesteś rodziną Anarii? - spytałam po chwili.
- Tak. Anaria to moja siostra - oznajmił Bruno. Anaria nie wspominała, że ma brata. Musimy chyba nadrobić zaległości i poznać się bliżej.
- Nie wiedziałam, że Anaria ma brata... - wypaliłam, przez co basior zaczął się śmiać. Gdy już lekko się uspokoił z teatralnym uśmieszkiem odpowiedział:
- Cóż mogę ci na to powiedzieć... Taaa Daaam!!!
Teraz to ja się roześmiałam. Jak powszechnie wiadomo śmiech jest zaraźliwy więc po chwili również Bruno zanosił się śmiechem.
- Masz może ochotę gdzieś się przejść? - mruknęłam, wciąż lekko chichocząc.
Bruno?
- Cześć... - mruknął nieśmiało. - Jesteś z watahy, zgadza się?
- Tak, od niedawna. Jestem Genevieve, a ty? - uśmiechnęłam się serdecznie w jego stronę.
- Bruno. Bruno Coldmist.
Coldmist? Coś mówiło mi to nazwisko. Nagle doznałam olśnienia. Anaria nazywa się Coldmist.
- Jesteś rodziną Anarii? - spytałam po chwili.
- Tak. Anaria to moja siostra - oznajmił Bruno. Anaria nie wspominała, że ma brata. Musimy chyba nadrobić zaległości i poznać się bliżej.
- Nie wiedziałam, że Anaria ma brata... - wypaliłam, przez co basior zaczął się śmiać. Gdy już lekko się uspokoił z teatralnym uśmieszkiem odpowiedział:
- Cóż mogę ci na to powiedzieć... Taaa Daaam!!!
Teraz to ja się roześmiałam. Jak powszechnie wiadomo śmiech jest zaraźliwy więc po chwili również Bruno zanosił się śmiechem.
- Masz może ochotę gdzieś się przejść? - mruknęłam, wciąż lekko chichocząc.
Bruno?
czwartek, 1 lutego 2018
Od Genevieve CD Maxine
- Jasne szefowo! - zasalutowałam w kierunku Max, na co ona wybuchnęła śmiechem.
- Dobra biegnij się wyspać. - rozkazała na co ja delikatnie posmutniałam. Perspektywa snu pod gołym niebem nie była najprzyjemniejsza dla mnie, szczególnie w nowym miejscu. Normalnie uwielbiałam sypiać na powietrzu, jednak wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że nie czuje się wtedy bezpieczna.
- Maaaax... - mruknęłam nieśmiało, na co wadera rzuciła w moją stronę pytające spojrzenie. Z niewiadomych przyczyn wstydziłam jej się przyznać do mojego strachu.
- Czy mogłabym spać u ciebie? Dopóki nie znajdę jakiejś wolnej jaskini w pobliżu. - spytałam gdy w końcu zdobyłam się na odwagę. Mimo moich wątpliwości wilczyca zamerdała wesoło ogonem.
- Jasne! O ile nie chrapiesz? - zaśmiała się, kierując na mnie swoje rozbawione spojrzenie.
- Nieee... Chociaż gdybym jednak chrapała to możesz mnie budzić. Więc no... Prowadź! - odpowiedziałam radośnie.
Maxine odwróciła się w stronę ścieżki po czym ruszyła żwawo przed siebie. Udałam się za nią i już po chwili byłyśmy na miejscu.
- Zapraszam do mojej świątyni. - powiedziała i gestem łapy zaprosiła mnie do środka. Rozejrzałam się w środku, po czym spojrzałam na moją towarzyszkę, nie wiedząc do końca co robić.
- Kładź się gdzie chcesz! Rozgość się. - zasugerowała Max, po czym ułożyła się pod ścianą. Omiotłam wzrokiem jaskinię, po czym wybrałam mały kącik w jej rogu. Umościłam się na ziemi, po czym zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć oddechy. Przy pięćdziesiątym siódmym odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
Maxine? Trochę się naczekałaś co?
- Dobra biegnij się wyspać. - rozkazała na co ja delikatnie posmutniałam. Perspektywa snu pod gołym niebem nie była najprzyjemniejsza dla mnie, szczególnie w nowym miejscu. Normalnie uwielbiałam sypiać na powietrzu, jednak wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że nie czuje się wtedy bezpieczna.
- Maaaax... - mruknęłam nieśmiało, na co wadera rzuciła w moją stronę pytające spojrzenie. Z niewiadomych przyczyn wstydziłam jej się przyznać do mojego strachu.
- Czy mogłabym spać u ciebie? Dopóki nie znajdę jakiejś wolnej jaskini w pobliżu. - spytałam gdy w końcu zdobyłam się na odwagę. Mimo moich wątpliwości wilczyca zamerdała wesoło ogonem.
- Jasne! O ile nie chrapiesz? - zaśmiała się, kierując na mnie swoje rozbawione spojrzenie.
- Nieee... Chociaż gdybym jednak chrapała to możesz mnie budzić. Więc no... Prowadź! - odpowiedziałam radośnie.
Maxine odwróciła się w stronę ścieżki po czym ruszyła żwawo przed siebie. Udałam się za nią i już po chwili byłyśmy na miejscu.
- Zapraszam do mojej świątyni. - powiedziała i gestem łapy zaprosiła mnie do środka. Rozejrzałam się w środku, po czym spojrzałam na moją towarzyszkę, nie wiedząc do końca co robić.
- Kładź się gdzie chcesz! Rozgość się. - zasugerowała Max, po czym ułożyła się pod ścianą. Omiotłam wzrokiem jaskinię, po czym wybrałam mały kącik w jej rogu. Umościłam się na ziemi, po czym zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć oddechy. Przy pięćdziesiątym siódmym odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
Maxine? Trochę się naczekałaś co?
środa, 27 grudnia 2017
Od Genevieve CD Anarii
Targały mną wyrzuty sumienia. Coś ciągnęło mnie z powrotem do wilczycy. Miałam wrażenie, że zachowałam się jak gbur i sprawiłam jej przykrość. Widziałam jej smutny pysk. Ona naprawdę chciała dobrze. Mimo wielu wątpliwości zawróciłam. Zobaczyłam waderę kroczącą w przeciwną stronę.
- Może jednak skuszę się na to oprowadzanie! - krzyknęłam za nią. Anaria od razu się rozpromieniła. Nagle zaczęło burczeć mi w brzuchu. No tak przecież nie jadłam nic od wczoraj, więc jako że jestem żarłokiem, mój brzuch zaczął już to odczuwać. Biała wilczyca zaczęła głośno się śmiać, a ja mimowolnie parsknęłam śmiechem.
- Może najpierw mała przekąska? - zaproponowała rozbawiona.
- Chyba się skuszę... - mruknęłam, po czym ruszyłyśmy na polowanie.
Podążałyśmy milcząc. Ukradkiem obserwowałam waderę. Wyglądała na strapioną. Chciałam zacząć rozmowę, lecz Anaria niespodziewanie spytała:
- Skąd jesteś?
- Z daleka... Z bardzo daleka - mruknęłam tajemniczo. Wilczyca nie była zachwycona tą odpowiedzią, przez co burknęła niezadowolona:
- Bardzo wyczerpująca odpowiedź, nie ma co...
Puściłam to mimo uszu i rozejrzałam się dookoła.
- Gdzie jesteśmy? - szepnęłam nieśmiało.
Anaria? Przepraszam, że tak krótko.
- Może jednak skuszę się na to oprowadzanie! - krzyknęłam za nią. Anaria od razu się rozpromieniła. Nagle zaczęło burczeć mi w brzuchu. No tak przecież nie jadłam nic od wczoraj, więc jako że jestem żarłokiem, mój brzuch zaczął już to odczuwać. Biała wilczyca zaczęła głośno się śmiać, a ja mimowolnie parsknęłam śmiechem.
- Może najpierw mała przekąska? - zaproponowała rozbawiona.
- Chyba się skuszę... - mruknęłam, po czym ruszyłyśmy na polowanie.
Podążałyśmy milcząc. Ukradkiem obserwowałam waderę. Wyglądała na strapioną. Chciałam zacząć rozmowę, lecz Anaria niespodziewanie spytała:
- Skąd jesteś?
- Z daleka... Z bardzo daleka - mruknęłam tajemniczo. Wilczyca nie była zachwycona tą odpowiedzią, przez co burknęła niezadowolona:
- Bardzo wyczerpująca odpowiedź, nie ma co...
Puściłam to mimo uszu i rozejrzałam się dookoła.
- Gdzie jesteśmy? - szepnęłam nieśmiało.
Anaria? Przepraszam, że tak krótko.
wtorek, 19 grudnia 2017
Od Genevieve CD Maxine
Następnego dnia już spokojnie podążałyśmy na naszą misję. Kroczyłam obok Max rozmyślając nad swoim życiem. Mimo moich wątpliwości zostałam bardzo miło przyjęta. Wciąż się wahałam, jednak nie byłam już wrogo nastawiona do Maxine i Nilaya. Nawet pomysł dołączenia do watahy bardziej mi się podobał, chociaż był zupełnie nieprzemyślany. Bałam się tylko reakcji innych członków grupy. Obawiałam się misji, jednak obecność Max w jakiś sposób dodawała mi otuchy. Naprawdę ją polubiłam. Podążałyśmy lasem w milczeniu. Ciszę co jakiś czas przerywał cichy śpiew gila. Rozglądając się ukradkiem podziwiałam piękno przyrody.
- Co my właściwie mamy zrobić?- spytałam w końcu, gdyż bałam się w ogóle odezwać w obecności Nila. Ufałam tylko Max, więc przez pewien czas musiałam być jej kulą u nogi. Oczywiście do czasu gdy stąd ucieknę, bo jak na razie nie przewidywałam pozostania w tym miejscu.
- Musimy szpiegować watahę zza rzeki. Ale jest problem... - powiedziała Maxine po czym spojrzała na mnie znacząco. Czułam, że mam coś z tym wspólnego.
- Jaki? - mruknęłam nieśmiało.
- Mnie już kojarzą, wiedzą że nie można mi ufać. Więc wymyśliłam, że wyślemy ciebie. - miałam niezbyt dobre wspomnienia o wrogich watahach, więc na samą myśl, że mogłabym do nich podejść i w ogóle z nimi egzystować skrzywiłam się. Zwolniłam nieco przestraszona, po czym zaczęłam się lekko cofać, z zamiarem jak najszybszej ucieczki. Max widząc to przystanęła i uśmiechnęła się do mnie rozbrajająco.
- Boisz się? - spytała, na co ja kiwnęłam prawie niewidocznie głową. - Wybacz ale przewidywałam to i mam jeszcze w zanadrzu plan B. - uspokoiłam się nieco.
- Ale nie będę musiała z nikim egzystować? - szepnęłam nieśmiało. Wadera zaśmiała się na moje słowa, przez co poczułam się trochę głupio. Z niepokojem wyczekiwałam na pomysł Max.
- Plan B polega na tym...
Max? Na czym polega plan B?
- Co my właściwie mamy zrobić?- spytałam w końcu, gdyż bałam się w ogóle odezwać w obecności Nila. Ufałam tylko Max, więc przez pewien czas musiałam być jej kulą u nogi. Oczywiście do czasu gdy stąd ucieknę, bo jak na razie nie przewidywałam pozostania w tym miejscu.
- Musimy szpiegować watahę zza rzeki. Ale jest problem... - powiedziała Maxine po czym spojrzała na mnie znacząco. Czułam, że mam coś z tym wspólnego.
- Jaki? - mruknęłam nieśmiało.
- Mnie już kojarzą, wiedzą że nie można mi ufać. Więc wymyśliłam, że wyślemy ciebie. - miałam niezbyt dobre wspomnienia o wrogich watahach, więc na samą myśl, że mogłabym do nich podejść i w ogóle z nimi egzystować skrzywiłam się. Zwolniłam nieco przestraszona, po czym zaczęłam się lekko cofać, z zamiarem jak najszybszej ucieczki. Max widząc to przystanęła i uśmiechnęła się do mnie rozbrajająco.
- Boisz się? - spytała, na co ja kiwnęłam prawie niewidocznie głową. - Wybacz ale przewidywałam to i mam jeszcze w zanadrzu plan B. - uspokoiłam się nieco.
- Ale nie będę musiała z nikim egzystować? - szepnęłam nieśmiało. Wadera zaśmiała się na moje słowa, przez co poczułam się trochę głupio. Z niepokojem wyczekiwałam na pomysł Max.
- Plan B polega na tym...
Max? Na czym polega plan B?
sobota, 16 grudnia 2017
Od Genevieve CD Maxine
Maxine okazała się być bardzo miła. Mimo, iż wiedziałam że miała dobre zamiary to uznałam że nie mogę jej jeszcze za bardzo ufać. Jednakże czułam, że wykiełkuje z tego jakaś bliższa znajomość. Co do watahy, to nie wiedziałam czy dobrze postąpiłam. Moje wcześniejsze doświadczenia z watahami nie były zbyt miłe. Jedyną watahą w której byłam, to wataha Merlina. Byłam w niej zaledwie 2 lata, podczas których byłam okropnie traktowana. Z niewiadomego powodu Merlin - samiec alfa - utrudniał mi życie jak tylko mógł. Stałam się tam popychadłem, wyrzutkiem... Znosiłam to cierpliwie całe 2 lata, wierząc że gdy dorosnę wszystko się zmieni - na marne. W dniu 17 urodzin postanowiłam się w końcu stamtąd wyrwać. Merlin i wraz z trzema kolegami ścigali mnie jeszcze około miesiąca, aż w końcu zrezygnowali w obawie o swoje życie, po tym jak jeden z nich niespodziewanie spadł z klifu i zginął. No może nie do końca spadł. To ja go zepchnęłam. Przyznaję się. Zabiłam wilka. Jestem pewna że to zdarzenie będzie stało mi przed oczyma jeszcze długi czas. Merlin nigdy mi tego nie zapomni, a ja wciąż żyję w wiecznym strachu, że kiedyś mnie dopadnie. To wydarzenie zniechęciło mnie do watah, jednak pod wpływem jakiegoś dziwnego impulsu zgodziłam się. Podążając do Nila obmyślałam wciąż jak mogę wykręcić się z watahy, lecz jakaś część mnie wołała, że to dobra decyzja.
- A tak w ogóle to co przywiało cię w nasze strony? - spytała Max. Nie mogłam powiedzieć jej prawdy - jeszcze nie teraz.
- Prowadzę koczowniczy tryb życia. - odparłam z wymuszonym uśmiechem.
- Ciekawe... A co z twoją rodziną? - zagadnęła. Trafiła w czuły punkt. Każde wspomnienie rodziny przynosiło widmo porzucenia. Z nienawiści do matki porzuciłam wszystko co mogłoby mi o niej przypominać, nawet nazwisko.
- Jestem sierotą. - bąknęłam. Lepiej być sierotą niż porzuconym przez matkę wyrzutkiem.
- To straszne... - szepnęła, po czym zamilkła. Dotarłyśmy właśnie nad rzekę. Max poszukiwała wzrokiem Nila a ja podziwiałam przyrodę. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na śpiewające ptaki, które nie ewakuowały się do ciepłych krajów. Jak zahipnotyzowana obserwowałam piękny, zimowy krajobraz. Z zachwytem rozglądałam się dookoła, chcąc jak najlepiej zapamiętać ten piękny widok. Maxine przyglądała mi się z rozbawieniem.
- Pięknie co? - mruknęła wadera.
- Cudownie... - szepnęłam rozmarzona.
- Muszę cię zmartwić... Tu go nie ma! Musimy iść na polanę.
- No to chodźmy. - powiedziałam niechętnie, po czym ruszyłyśmy przed siebie.
Maxine?
- A tak w ogóle to co przywiało cię w nasze strony? - spytała Max. Nie mogłam powiedzieć jej prawdy - jeszcze nie teraz.
- Prowadzę koczowniczy tryb życia. - odparłam z wymuszonym uśmiechem.
- Ciekawe... A co z twoją rodziną? - zagadnęła. Trafiła w czuły punkt. Każde wspomnienie rodziny przynosiło widmo porzucenia. Z nienawiści do matki porzuciłam wszystko co mogłoby mi o niej przypominać, nawet nazwisko.
- Jestem sierotą. - bąknęłam. Lepiej być sierotą niż porzuconym przez matkę wyrzutkiem.
- To straszne... - szepnęła, po czym zamilkła. Dotarłyśmy właśnie nad rzekę. Max poszukiwała wzrokiem Nila a ja podziwiałam przyrodę. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na śpiewające ptaki, które nie ewakuowały się do ciepłych krajów. Jak zahipnotyzowana obserwowałam piękny, zimowy krajobraz. Z zachwytem rozglądałam się dookoła, chcąc jak najlepiej zapamiętać ten piękny widok. Maxine przyglądała mi się z rozbawieniem.
- Pięknie co? - mruknęła wadera.
- Cudownie... - szepnęłam rozmarzona.
- Muszę cię zmartwić... Tu go nie ma! Musimy iść na polanę.
- No to chodźmy. - powiedziałam niechętnie, po czym ruszyłyśmy przed siebie.
Maxine?
Od Genevieve CD Anarii
Stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zaczęłam powolutku się wycofywać. Biała wadera uśmiechnęła się lekko.
- Yyy cześć... - odparłam niepewnie - Kim jesteś?
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - odparła.
- Nie należę do żadnej watahy. - mruknęłam próbując zachowywać się normalnie. W głębi serca pragnęłam uciec, ale bałam się jej reakcji.
- Kim jesteś? - ponowiłam pytanie.
- Jestem Anaria. - odpowiedziała, po czym dyskretnie zmierzyła mnie wzrokiem - A ty?
- Genevieve. - szepnęłam. Przez moją głowę przemykały tysiące myśli o tym jak mogę się ewakuować.
- Oprowadzić cię po okolicy? - spytała uprzejmie Anaria.
- Nie, chyba poradzę sobie sama...- bąknęłam niegrzecznie po czym zaczęłam się oddalać. Pragnęłam być sama.
Anaria?
- Yyy cześć... - odparłam niepewnie - Kim jesteś?
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - odparła.
- Nie należę do żadnej watahy. - mruknęłam próbując zachowywać się normalnie. W głębi serca pragnęłam uciec, ale bałam się jej reakcji.
- Kim jesteś? - ponowiłam pytanie.
- Jestem Anaria. - odpowiedziała, po czym dyskretnie zmierzyła mnie wzrokiem - A ty?
- Genevieve. - szepnęłam. Przez moją głowę przemykały tysiące myśli o tym jak mogę się ewakuować.
- Oprowadzić cię po okolicy? - spytała uprzejmie Anaria.
- Nie, chyba poradzę sobie sama...- bąknęłam niegrzecznie po czym zaczęłam się oddalać. Pragnęłam być sama.
Anaria?
piątek, 15 grudnia 2017
Od Genevieve do Maxine
Przemierzałam kolejne fragmenty lasu. Zbyt długo biegłam co nie wypłynęło dobrze na moje płuca. Gardło niemiłosiernie mnie piekło. Poczułam gorzki smak krwi w przełyku. Musiałam znaleźć bezpieczne schronienie, żeby w końcu odpocząć. Przecież tu mnie nie znajdą. Byłam już poza ich zasięgiem, zresztą nie mogli gonić mnie w nieskończoność. Ujrzałam małe jezioro więc postanowiłam przystanąć. Przysiadłam przy wodzie i przejechałam językiem moją świeżą ranę łapy. Gdyby nie Merlin i jego wataha nie musiałabym uciekać i nigdy nie zahaczyłabym łapą o leżącą na ziemi gałąź.
- Gdzie ja w ogóle jestem? - szepnęłam cichutko do siebie. Przybliżyłam się do jeziorka. Wydawało się w miarę czyste więc zaczęłam łapczywie chłeptać wodę. Zimny napój przyjemnie łaskotał moje podrapane gardło. Wstałam zaczęłam powoli kroczyć wzdłuż pobliskiej dróżki. Nie wiedziałam dokąd idę ale szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to. Nie miałam przecież nic do stracenia. Bez rodziny, bez własnego miejsca na ziemi, bez żadnych zobowiązań... Jednak nie było to tak kolorowe jak mogłoby się wydawać. Ze spuszczoną głową przemierzałam kolejne fragmenty lasu. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Szybko poderwałam się i ukryłam w pobliskich krzakach. Przede mną kroczyła czarna wilczyca.
Maxine?
- Gdzie ja w ogóle jestem? - szepnęłam cichutko do siebie. Przybliżyłam się do jeziorka. Wydawało się w miarę czyste więc zaczęłam łapczywie chłeptać wodę. Zimny napój przyjemnie łaskotał moje podrapane gardło. Wstałam zaczęłam powoli kroczyć wzdłuż pobliskiej dróżki. Nie wiedziałam dokąd idę ale szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to. Nie miałam przecież nic do stracenia. Bez rodziny, bez własnego miejsca na ziemi, bez żadnych zobowiązań... Jednak nie było to tak kolorowe jak mogłoby się wydawać. Ze spuszczoną głową przemierzałam kolejne fragmenty lasu. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Szybko poderwałam się i ukryłam w pobliskich krzakach. Przede mną kroczyła czarna wilczyca.
Maxine?
Subskrybuj:
Posty (Atom)