Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaria. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 czerwca 2018

Od Anarii do Klemensa

Aj, jak tu można nie kochać czerwca? W runie mnóstwo poziomek, które tylko pozbierać do specjalnych... jakby to nazwać... pojemników, i narobić z nich wiele rzeczy. Może dziwnie brzmi, ale w puszczy liberos na prawdę rośnie tyle poziomek... Jeszcze polany pełne mięty, melisy, rumianków... Czarny bez... Ach, za dużo do wymieniania! Kupa ziół i pyszności, a do tego łatwiejsza do upolowania zdobycz, w porównaniu z zimą.
A właśnie, dopiero co wyszłam nazbierać czarnego bzu. Po drodze przyglądałam się radosnym ptakom oraz przeróżnym kwiatom. Gdy dotarłam do nieco większego zbiorowiska czarnych bzów, postawiłam ,,torebkę" -  odpowiednio sklejoną skórę dzika; na ziemi, i zaczęłam zbierać białe kwiaty czarnego bzu.
Po jakimś czasie, gdy miałam już całą ,,torebkę" w kwiatach czarnego bzu, odwróciłam się i... Ujrzałam kulejącego w moją stronę Klemensa.

Klemens? XDD

czwartek, 24 maja 2018

Od Anarii CD Genevieve

Pomogłam Gen podeprzeć się na moim boku. Obydwie wyszłyśmy z jaskini, stąpając ostrożnie. Z jednej strony, byłam nieco zaniepokojona, a z drugiej, myślałam, czy Gen przypadkiem nie ma lęku wysokości... Lub wspomnienia z nią związanego... Chociaż w sumie, jeżeli zechce, to mi powie, a jeśli nie, to nie.
Gen położyła się przed jaskinią, wlepiając wzrok w glebę.
Po chwili namysłu, postanowiłam, że ułożę się z metr od niej.
- Już w porządku? - zapytałam wlepiając swój niepewny wzrok w pysk wadery.
- Ch-chyba tak... Nic mi nie będzie... - mruknęła.
- W razie co, pamiętaj, że możesz liczyć między innymi na moją pomoc...

Gensiu? ^^

Od Anarii CD Maxine

Po jakimś czasie zaczęło mi się kręcić w głowie. Zamknęłam oczy, widziałam przed nimi różne wizje. Widziałam jakieś dziwne wilki... Pierwszą z nich była biała wadera, o niebieskich oczach. Towarzyszył jej rudy lis, z lampą wystającą z pleców, i świecącymi na niebiesko oczami. Drugą zaś, była wadera o świecących na żółto oczach. Była mocno wychudzona, a jej sierść miała dziwną barwę - coś między zielonym, szarym, i niebieskim. Trzeci był basior - czarno-szary wilk o świecących na niebiesko oczach. Na jego plecach siedział kruk. Czwartym wilkiem był basior, ubrany w coś, co przypominało zbroję. Miał migdałowe oczy, i szaro-brązową sierść. Piąta była wadera, która wyglądała, jakby miała na sobie galaktykę. Szóstym wilkiem była wadera o dziwnym, i skomplikowanym do opisania umaszczeniu - za głową miała pióra pasujące do jej sierści. Dodatkowo miała złote oczy. Obok niej stał siódmy wilk - wadera, cała biała, o złotych oczach. Każdy z wilków otoczony był jakąś niewidzialną aurą... pierwsza wywoływała dziwne, nieznane mi jeszcze uczucie, druga zaś budziła strach i niepokój, trzecia wywoływała smutek, czwarta chęć do wali, piąta silne pragnienie czegoś, szósta, jakby to opisać, dodawała siły, a siódma, wywoływała spokój. Dziwna sceneria... Jeszcze dziwniejsze, że trzy ostatnie wilki mówiły do mnie. Mówiły, abym się nie poddawała, abym odnalazła w sobie siłę do walki, i abym nie wątpiła w marzenia.
W pewnym momencie usłyszałam znajome głosy, które w mojej głowie brzmiały bardzo cicho. Głosy były niewyraźne, jednak tak bliskie, że je rozpoznałam. Chciałam odpowiedzieć, jednak nie miałam siły. Poczułam jak silne, ciepłe łapy mnie podnoszą. Odpłynęłam.

Maxiniu mój? ^^

sobota, 28 kwietnia 2018

Od Anarii do Anastasii

Wpatrywałam się w ścianę; Larry udał się na spacer z bratanicą (Riley), Bella i Jake gdzieś razem zniknęli, Max i Aron też gdzieś razem wyszli, Genevieve także wyszła na spacer, Claudia już dawno wyszła (jak zauważyłam, z Jerrym)... Nie ma co robić. W dodatku, moja najlepsza przyjaciółka na zawsze - Meli, już jakiś czas temu odeszła z watahy... Aj, tak bardzo mi jej brakuje... W sumie, tęsknię raczej za wszystkimi którzy odeszli z watahy, ale za nią chyba najbardziej... Oczywiście jej nie winię, żeby nie było! Po prostu... po prostu mi jej brak... To chyba normalne w przyjaźni... No nie?
***
Siedziałam tak, wpatrując się w wodę płynącą w rzece, do której od czasu do czasu wpadały moje łzy. Moje rozmyślania jak zwykle trwały dość długo, jednakże w pewnym momencie przerwane zostały przez łagodny, kobiecy głos.
- Przepraszam, coś się stało? - powiedziała wadera. Odwróciłam się w jej stronę - miała jasno brązowe oczy, i szaro-białą sierść z brązowymi fragmentami. Spojrzałem jej głęboko w oczy, aby wyczytać z nich jej intencje. Widać w nich było współczucie, troskę i chęć wsparcia; z nutą szczęścia, tak jakby tkwiło w jej oczach od zawsze i na zawsze.

Ciocia Nastia? x3

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Anarii CD Maxine

- Jasne! - zaśmiałam się niemiłosiernie głośno. - Biegniemy?
- Czemu nie... - zaśmiała się.
Wystartowałam pędem w stronę legowisk. Kogo zapytamy? Heh, tego jeszcze nie wiemy! Z resztą to obojętne, kto będzie mieć wolny czas ten powinien pomóc. W końcu nasza wataha jest pomocna, i to bardzo.
Nawet nie słyszałam za sobą Max... Pędziłam i pędziłam przed siebie. Jednakże w pewnym momencie usłyszałam coś za sobą - krzyk.
- MAX! - wrzasnęłam przerażona, szybciej niż w mgnieniu oka zawracając.
Wadera powoli cofała się do drzewa, a grizzly się do niej zbliżał. Starałam się obmyślić plan jak najszybciej. W końcu do czegoś doszłam. Co prawda bałam się co będzie... ale w końcu nazywam się Anaria Coldmist, a jeżeli los to zaplanował, zrobię to!
Skoczyłam na niedźwiedzia.
- Max! Uciekaj! Szybko! - gdy to powiedziałam, niedźwiedziowi udało się rzucić mną o drzewo. Czułam ogromny ból.
- Anaria! - w oczach przyjaciółki widziałam teraz jednocześnie przerażenie i smutek.
- Uciekaj! Uciekaj, szybko! - krzyknęłam. Głos ledwo wydobył mi się z gardła, bolało niemiłosiernie. Łzy kłębił mi się w oczach. Wiedziałam, że ryzykowałam życie - jednakże nie pozwolę aby przyjaciołom stało się coś złego. Nie i koniec. Co prawda byłam nastawiona n najgorsze, myśląc co będzie z moją rodziną i przyjaciółmi... W sumie chyba nigdy wcześniej o tym nie myślałam - co by zrobili gdyby stracili mnie na zawsze?... A z resztą, teraz powinnam skupić się na czym innym, a nie myśleć o tym co będzie jeśli niedźwiedź mnie ukatrupi (do walki byłam niezdolna, więc raczej sięnie obronię).
Max niepewnie zrobiła krok w tył, patrząc na mnie ze łzami w oczach. Może miała zamiar uciec jak mówiłam? Może chciała mi pomóc? Może totalnie nie wiedziała co robić i czułą się bezradna? Totalnie nie wiem.
Grizzly zaczął ociężale biec w moją stronę, rycząc.

Max? Chyba jednak mogłaś się bać XDD

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Anarii do Nity

Byłam na spacerze w lesie. Flora i fauna budziła się do życia... Ach, czyż to nie cudownie? Dodatkowo było już bardzo ciepło. Hmm... byłam kiedyś człowiekiem, więc myślę że to chyba więcej niż dwadzieścia stopni Celsjusza na plusie (jakkolwiek idiotycznie to brzmi). 
Zaraz, niedaleko powinien być strumień... Heh, zapamiętało się dokładnie całą okolicę przez te niecałe dziewięć lat.
W pewnym momencie moje dziwne rozmyślania przerwał krzyk, najprawdopodobniej należący do wadery. Pobiegłam w jego kierunku.
Przeskoczyłam strumień, przy okazji wskakując na Jaspera i powalając go. Rzecz jasna, błyskawicznie z niego zeszłam, a że podczas skoku zauważyłam białą waderę, stanęłam przed nią.
- Ile razy mówiłam, żebyś NIE KRZYWDZIŁ I NIE STRASZYŁ INNYCH?! - krzyknęłam.
Basior warknął cicho, wstając.
- Co, jeszcze liczyć mi rozkazujesz? - burknął mierząc mnie wściekłym wzrokiem.
- Nie, kretynie. Po prostu wynoś się stąd NATYCHMIAST, albo pożałujesz że mnie poznałeś!
Wilk zawiesił się na chwilę; jednak w końcu odwrócił się i odszedł. Hah, może już mu za dużo? W końcu kilka razy dostał lanie między innymi od Arona, od Jake'a, i wielu innych. Jak zauważyłam, faktycznie, tym razem nie miał kawałka ucha... Od razu przypomniała mi się sytuacja z Bellą... W sumie, to mogłam od razu na niego skoczyć i wydrapać mu oczy; śmiał skrzywdzić moją córkę...
Odwróciłam się w stronę wadery.
- Cała jesteś? - zapytałam. - Nic ci nie zrobił?

Nita? Sorka że tak dużo tu paplania nie wiadomo o czym... 

środa, 28 marca 2018

Od Anarii CD Larego

- Aww... Słodki jesteś! - powiedziałam; zaraz po tym polizałam policzek męża.
***
Zwiedzaliśmy jaskinię. Było w niej małe, niebieskie jeziorko, a niedaleko przejścia do kryształowej groty znajdowały się kryształy; co prawda nie było ich tak dużo jak w kryształowej grocie, jednakże i te były ładne. W pewnym momencie przypomniałam sobie, tak to niegdyś spędzaliśmy czas z Larrym. W pewnym momencie naszedł mnie pewien pomysł, myśl...
- Larry...
- Tak kochanie? - zapytał nieco zdumiony mąż.
Zbliżyłam się do niego, lekko unosząc przy tym łapę.
- Wiesz... Ty gonisz! - powiedziałam dotykając go łapą; tuż po tej dobrze zagranej akcji uciekłam w głąb jaskini, aby się gdzieś schować.
Mina męża, gdy dotknęłam go łapą, była, jakby to powiedzieć... zdumiona.

Larry? XD 

sobota, 10 marca 2018

Od Anarii CD Melindy

- Nie musiałaś... Dziękuję! - powiedziałam do przyjaciółki.
- Nie ma sprawy, ważne żebyś doszła do siebie. - Melinda uśmiechnęła się promiennie w moją stronę.
Niepewnie wypiłam eliksir, a efekt zaskoczył mnie nie mało... Z początku nie działo się nic, jednak chwilę później poczułam w łopatce dziwne uczucie... nie umiem go opisać.
Chwilę później nie czułam z niej bólu! Z pomocą męża ostrożnie zdjęłam opatrunek. Jak się okazało - łopatka była cała i zdrowa.
***
Wraz z Melindą i szczeniętami opuściliśmy norę, zmierzając nad potok.
- Mamo, ciociu, daleko jeszczeeee? - zapytała w pewnym momencie Riley, patrząc na nas niewinnym wzrokiem.
- Jeszcze kawałek. - uśmiechnęłam się promiennie do szczeniąt.
Gdy maluchy zajęły się zabawą, ja i Meli zaczęłyśmy rozmawiać.

Meliiiii?

wtorek, 6 marca 2018

Od Anarii CD Melindy

- Zgadza się. - przyjaciółka puściła mi oczko.
Moim zdaniem nie ma lepszej możliwości wykorzystania czasu, jak spędzanie go z przyjaciółmi lub rodziną. Ogółem (jak to ujęła Mel) miałyśmy sporo do nadrobienia, tak więc zapewne cały czas spędzony w opatrunku będę niespokojna... Ale jak to mówię - to cała ja.
***
- A pamiętasz jak to biegałyśmy po polanach, rozrzucając jesienne liście dookoła? - powiedziałam. - Albo jak grałyśmy w ,,wodnego berka''? To dopiero było... - zaśmiałam się.
- Pamiętam, w końcu chwile spędzone z przyjaciółmi zapamiętuje się na zawsze. - przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie promiennie, przy czym zachichotała cicho.

Meli? x3

poniedziałek, 5 marca 2018

Od Anarii do Leyli

Wyszłam z nory wraz z Claudią, która to chciała ze mną porozmawiać.
Gdy byłyśmy już w kryształowej grocie, Claudia przeszłą do części rozmowy, która chyba była dla niej tą ważną.
- Mamo... 
- Tak?
- A... Myślisz że kiedyś będę szczęśliwa?... Nie żebym nie była teraz, ale... Czegoś mi dziwnie brakuje... Czy ja jestem dziwna?
- Claudia... - powiedziałam ze spokojem. - Jesteś młoda, piękna, inteligentna, lojalna i odważna... Masz dobre serce... Z resztą, zobacz. - wskazałam piękny, lśniący, niebieski kryształ znajdujący cię na ścianie. - Nawet wśród innych pięknych kryształów wyróżnia się niesamowicie, w dobrym słowa znaczeniu. To tak samo jak ty! - powiedziałam przytulając córkę.
***
Spojrzałam w taflę wody, moje odbicie było w niej widoczne niesamowicie dobrze. Rozmyślałam o życiu, o wspomnieniach, o  tym co jest teraz, i o tym co może stać się niedługo. Jednak w pewnym momencie coś, a raczej ktoś przerwał błogą ciszę. Odwróciłam się - ujrzałam białą waderę.
- Witaj... - powiedziałam delikatnie się uśmiechając.

Leyla?

Od Anarii do Jacka

Przechadzałam się po lesie, przyglądając się drzewom. W pewnym momencie, ujrzałam wierzbę, którą pamiętałam z pewnego wydarzenia, dokładniej momentu, gdy spotkałam Williama Rounders'a. przypomnieli mi się on i Susan, przy okazji przypomniałam sobie dzień w którym to dołączyłam do watahy, przygody przeżyte z Nilayem i Melindą, jak zjawił się Larry, Max, Jack, Shine... W pewnym momencie postanowiłam rozgonić myśli, ponieważ czułam kilka gorących łez na policzkach. Potrząsnęłam głową, odwracając się przy okazji od drzewa. Ruszyłam dalej, jednak i tam moje wspomnienia zostały przywołane - ujrzałam ,,powalone'' drzewo, trzymające się u góry innych drzew, w środku było praktycznie puste, a na pniu miało ciemny ślad po uderzeniu pioruna. To przywołało mi wspomnienia związane z Lassie... Potrząsnęłam głową na boki, odwróciłam się i pobiegłam nad rzekę. Jednak i tam znienacka wbiło mi do głowy wspomnienie, tym razem związane z Kelly... Po raz kolejny potrząsnęłam głową na boki, aby chwilę później ruszyć pędem w las. Po jakimś czasie zmęczyłam się. Byłam gdzieś...  W Dolinie Sun... No pięknie, Anaria! Tak się zamyśliłaś, że nie patrzyłaś nawet gdzie biegniesz!
W sumie, to dziwiło mnie że dobiegłam AŻ tutaj bez zatrzymywania się.
Kusiło mnie, aby zejść nad rzekę, jednak wiedziałam, że gdzieś tam może czaić się niebezpieczeństwo. W końcu doszłam do wniosku, że należałoby nieco uzupełnić płyny.
Wodę chłeptałam łapczywie, a tuż po napiciu się padłam na ziemię. Po jakimś czasie leżenia, usłyszałam za sobą znajomy głos.
- No proszę... Kogo my tu mamy? - zachichotała siostra.
- Shine! - uśmiechnęłam się. - Co ty tu robisz?
- Chyba raczej co WY tu robicie? - zaśmiał się Jack, podchodząc do nas.
- Dokładnie... - powiedziałam.
- Wybraliśmy się tu na mały spacer... A co u ciebie? - powiedziała siostra.
- Ech... Nic ciekawego... - powiedziałam przygryzając ,,wargi''

Jack?

niedziela, 4 marca 2018

Od Anarii CD Larego

- A ty w moich oczach na zawsze zostaniesz młodym, przystojnym basiorem z którym zostanę wszędzie i zawsze... - wtuliłam się w aksamitne futro basiora.
***
- Pamiętam jak dziś moment, gdy to nad tym potokiem się poznaliśmy... - zachichotałam wlepiając wzrok w wodę.
- Nie sposób zapomnieć. - stwierdził Larry chichocząc.
- Pamiętam też, że raz zabrałeś mnie w jeszcze jedno miejsce... - uśmiechnęłam się. - Co powiesz na to, aby przejść się tam na mały spacerek?

Larry? :3

sobota, 3 marca 2018

Od Anarii do Nilaya

Spacerowałam po lesie, wpatrując się w prawie bezchmurne niebo. Rozmyślałam o lecie i o wszystkim co kocham. W pewnym momencie usłyszałam czyjeś kroki. Zastrzygłam uszami, rozglądając się dookoła siebie. Mój wzrok zatrzymał się na wilku. Nagle na mojej twarzy zawitał uśmiech, rozluźniłam się.
- Nilay! - zawołałam w stronę basiora.
- Witaj, Anaria! - odparł przyjaciel, odwzajemniając uśmiech.
Podeszłam bliżej. - Dawno nie widziałam cię samego. Też wyszedłeś odpocząć? - zachichotałam.

Nilay?

Od Anarii CD Melindy

Widząc dwóch przyjaciół i męża wystarałam się na uśmiech. Cała trójka podbiegła do mnie, patrząc głownie na ranę.
- Jest aż tak źle? - zapytałam cichym głosem.
- Spokojnie, damy rade... - uspokoił mnie Larry.
Jakiś czas później, rana została ,,zaklejona'' leczniczymi ziołami, a całość owinięta była bandażem.
- Dz-dziękuję... - wyszeptałam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział Nilay.
- Ważne że to nic poważnego... - dodał Larry.
- Niedługo powinnaś wrócić do zdrowia... Maks. kilka dni... - powiedziała Mel.

Meli? Krótko wyszło...

Od Anarii CD Melindy

Nad jeziorem Mony zastałyśmy dorodnego jelenia. Duży, dość gruby... A że mamy sporo doświadczenia w polowaniu, postanowiłyśmy zapolować. Zaczaiłyśmy się z obu stron, tak aby nam nie uciekł. Gdy już skoczyłyśmy, ofiara zaczęła mocno wierzgać... tak mocno, że gdy usiłowałam ugryźć ją z całej sił w kark, porożem uderzyła mnie w łopatkę. Z bólu puściłam ofiarę, i padłam na ziemię. Czułam jak krew ścieka mi po plecach, bolało mnie to jak nigdy... Mel zauważyła że spadłam, także zeskoczyła z ofiary, i podbiegła do mnie.
- Anaria! - krzyknęła.
Nie potrafiłam nic powiedzieć, byłam oszołomiona, głos jakby ugrzęzł mi w gardle...

Meli?

Od Anarii CD Maxine

- Hmm... - zamyśliłam się na chwilę. - Przez tydzień będziesz polować dla mnie. - zachichotałam.
- Tak więc zakład stoi... - zachichotała Max.
Zbliżyłyśmy się więc bliżej zbiornika wodnego. Gdy byłyśmy gotowe, obie skinęłyśmy głowami i zaczęłyśmy odliczać do trzech. Na trzy, obie rzuciłyśmy się na ryby. Rzucałyśmy je za siebie, na oddzielne ,,górki''. Łowienie trwało przez jakiś czas, a i mnie i Max szło dobrze. Chociaż w sumie... nie wiedziałam dokładnie jak idzie dla Max, byłam mocno skupiona na swojej ,,robocie''.

Maxiś? Sorka że tak krótko, bezwenus XD

piątek, 2 marca 2018

Od Anarii CD Genevieve

- Jestem prawie pewna, że ci się spodoba! - uśmiechnęłam się promiennie.
- Prawie? - zachichotała Gen.
- Em... Prawie każdy ma inne gusta... Większości raczej podoba się to miejsce ale... Z resztą, zobaczysz! - zachichotałam.
*** 
- Tak więc... To jest właśnie kryształowa jaskinia. - powiedziałam. - Podoba ci się tu?
Gen wpatrywała się w czerwony kryształ, tak czysty, że było w nim widać jej odbicie.
- Gen? Jesteś tu? - zapytałam niepewnie.
- A, tak... Jestem, jestem...  - odparła wadera. Wyglądała jakby właśnie wypadłą z transu...

Gen? Wybacz proszę że tak krótko XD

wtorek, 27 lutego 2018

Od Anarii CD Genevieve

- Przy strumieniu Fera Caeruleis. Bardzo często bywają tu zwierzęta, tu lub w pobliżu. Może nam się poszczęści... - powiedziałam, po czym zaczęłam węszyć ,,górnym wiatrem''. Po chwili wyczułam zapach jelenia szlachetnego. Wraz z Gen udałyśmy się za zapachem, aby po chwili dojść do... trzech młodych jeleni, którym akurat zaczynało wyrastać poroże.
- Gen... Myślisz że lepiej zapolować, czy nie?... - zapytałam z lekka niepewnie.
Moim zdaniem mogłybyśmy zapolować, jednak wolałam zapytać Gen, w końcu mogła się bać czy coś... Tak z góry, to czułam, że się nie boi, jednak chamska nie jestem, przynajmniej nie dla członków watahy.

Gen? XD

sobota, 24 lutego 2018

Od Anarii CD Maxine

Obydwie z Max wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Chwilę później jednak zmuszone byłyśmy przestać, gdyż zjawiły się Claudia i Bella, mierzące nas wzrokiem mówiącym coś w stylu ,,Eee... Mamy iść?...'', tak więc zrobiło nam się odrobinę głupio...
- Możecie już siadać, tata zaraz przyjdzie... - powiedziałam aby rozwiać wstyd.
- Ok. - odparł obie jedna po drugiej.
- Ty też Max... jeśli chcesz. - dodałam.
- Jasne, usiądę już. - odparła przyjaciółka.
Chwilę później zjawił się Larry, który także zasiadł do jedzenia, a wraz z nim i ja.
***
- Co powiesz na mały spacer? Mam dziwne przeczucie, że nam się przyda... - zachichotałam.

Max? Przepraszam że musiałaś tak długo czekać :C

Od Anarii do Melindy

Spacerowałam po lesie ze spokojem, nasłuchując śpiewu ptaków i szumu wiatru. Zauważyłam, że tuż obok dębu siedzą dwa zające. Normalnie wykorzystałabym to, i je upolowała, jednak postanowiłam je oszczędzić. Przez dłuższą chwilę przyglądałam się futrzakom, jednak gdy tylko mnie zobaczyły, uciekły. Udałam się więc dalej, cały czas podziwiając tylko naturę, która to bardzo powoli zaczynała budzić się do życia. Po jakimś czasie, zauważyłam kogoś kilkanaście metrów przed sobą. Od razu ją rozpoznałam, bo w końcu jakże by inaczej.
- Meli! - krzyknęłam radośnie machając ogonem, przy czym promiennie się uśmiechając.
Wadera odwróciła się w moją stronę, odwzajemniając uśmiech. Osobiście bardzo się cieszyłam, widząc przyjaciółkę. W końcu od jakiegoś czasu się nie widziałyśmy...

Melciu?^^