Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizzie. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 czerwca 2018

Od Lizzie CD Genevieve

I co ja najlepszego zrobiłam... Nagadałam sama na siebie, zrobiłam z siebie totalną idiotkę, i zwyczajnie wyszłam. Teraz to jestem na serio skończonym matołem, który zachowuje się jak... zaraz, właśnie to powiedziałam. Ech, teraz to ułożyć tylko łańcuch słów obraźliwych i przekleństw, i skierować je sama na siebie... jak zwykle.
***
Stałam przy drzewie, uderzając w nie głową, myśląc tylko ,,CJNZ'', czyli ściślej mówiąc Co. Ja. Najlepszego. Zrobiłam.
Nie mogłam pogodzić się z tym, że wyszłam przed Gen na głupka. Nie mogłam pogodzić się też z tym, że nie mam kogoś, komu... komu mogłabym powiedzieć o dosłownie wszystkim... kogoś, kto reagowałby na moje słowa ze współczuciem, a jednocześnie z troską i nieugaszonym pragnieniem aby mi pomóc... kogoś, kto po prostu KOCHAŁ by mnie, i to taką jaką jestem. Nie mówię tu o miłości rodzinnej, tylko o czymś więcej... ach... Miłość to palący się w sercach dwóch istot ogień, który rozgrzewa je od środka, i jest to dla nich tak dobre i przyjemne, że codziennie dokładają do niego czegoś na opał - poświęcenia, oddania, i lojalności.
 W pewnym momencie coś, a raczej ktoś, przerwał mi rozmyślania. Podskoczyłam, uderzając przypadkowo głową o małą gałązkę, a tym samym łamiąc ją (o nie, wybacz gałązko!).
- Wybacz, wystraszyłam cię? - zapytała Genevieve.
- Raczej zaskoczyłaś... - westchnęłam. Między nami zapanowała chwilowa icsza, jednakże po chwili namysłu zaryzykowałam, i odezwałam się... - Co robisz nad rzeką?
- Przechodziłam. - wzruszyła ramionami. - Taki sobie spacerek. A ty, co tu robisz?...
- Myślę... lubię myśleć nad rzeką. - w tym momencie zawahałam się. Ach, trudno, raz się żyje... Jak coś o ,,tym'' powiem, to raczej nic się nie powinno stać. - Gdy patrzę na tereny hostis wspominam dzieciństwo... Chociaż szczerze, to przyznam, że teraz nie myślałam o tym...

Gensiu? oto gniotek XD

czwartek, 24 maja 2018

Od Lizzie CD Genevieve

- Tu nie chodzi o ,,kogoś"... - wyszeptałam.
Moje myśli cały ten czas nie miały ochoty zmienić barwy. Były szare i ponure... Może nawet trochę czarne? A z resztą, to i tak nie jest ważne! To są tylko moje prywatne myśli, co oznacza że są nieważne i nikogo nie powinny obchodzić... Ahh, dlaczego świat obdarzył mnie tak niską samooceną?
A, wiem! Jestem tak okropna że świat stara się mi to uświadomić! Bingo!
- Wiesz, Gen... jestem najgorsza na świecie... głupia, dziwna, brzydka... - wytarłam łapą łzę która to w niemiły wposób spływała po mojej sierści. Zapewne mówiąc to wyszłam na jeszcze większą idiotkę...
Gevevieve się nie odzywała, myślała. Dopiero po ,,długiej chwili" ciszy wyglądała, jakby właśnie miała coś powiedzieć.

Genuś? ^^ taka już Lizzie jest... xD

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Od Lizzie do Riley

Siedziałam nad brzegiem rzeki, wpatrując się w kłodę, leżącą od brzegu po stronie Zewu Natury, do połowy rzeki. Kusiło mnie, aby na nią wejść, i przyjrzeć się odrobinę bliżej terenom wrogiej watahy. Po jakimś czasie namysłu, postanowiłam wejść na kłodę.
Niepewnie postawiłam łapę na kłodzie, sprawdzając czy się pode mną nie zawali. Następnie ostrożnie na nią weszłam, i powolutku, małymi kroczkami, szłam w przód, nieco się chwiejąc. Gdy stanęłam na końcu kłody, zaczęłam wpatrywać się w teren wroga. Faktycznie, z odrobinę bliższej odległości wyglądał nieco inaczej. Jakoś tak... znajomo... Zaraz, jakbym już go kiedyś widziała... Tak jakbym wiedziała dokładnie, co jest za tamtymi krzewami i drzewami, co jest dalej... Pamiętałam dokładnie znajdujące się tam zwane przeze mnie ,,jeziorko''... Zawsze lubiłam tam przychodzić... Biologiczna matka nigdy nie mogła mnie tam znaleźć...
Zaraz, myślę i myślę o tym, zamiast jak normalny wilk uświadomić sobie że byłam w watasze Hostis. I że moja biologiczna matka gdzieś tam jest... Czy w watasze, czy poza nią - nie wiem. Wiem za to, że nie ma jej tutaj, w Zewie Natury.
W pewnym momencie usłyszałam głos, dobiegający zza moich pleców.
- Lizzie? Co ty tu robisz? - zapytała Riley.
- A... Nic, poza tym, że przypominam sobie dokładny wygląd terenów Hostis, moje stare kryjówki, i moją biologiczną matkę. - powiedziałam uśmiechając się.

Riley? Trochu się pokomplikowało... x3 przynajmniej się natchłam tym pomysłem XD

piątek, 30 marca 2018

Od Lizzie do Genevieve

Przechadzałam się nieopodal legowisk. Nudziło mi się niemiłosiernie, a że mam dobry węch, postanowiłam sobie powęszyć. Postanowiłam zamknąć oczy, i iść za zapachem aż do rzeki. Taka niby głupia zabawa, a dzięki niej można się sprawdzić. O dziwo, nie uderzyłam w żadne drzewo. Dotarłam nad rzekę w całości, jednakże na miejscu nie byłam ,,happy''.
Jasper patrzył na mnie rządnym krwi wzroku, chociaż dostrzegłam w nim też mieszaninę tak zwanej chęci zemsty, oraz odrazy (temu ostatniemu się nie dziwiłam, brzydota ze mnie...).
- Cz...Czego chcesz?! - jęknęłam, a w moim głosie słychać było odrobinę strachu. Fakt, silna nie jestem, nie umiem walczyć z innymi wilkami.
- Ojojoj... Lizus się boi! - basior zaśmiał się złowieszczo.
No tak, Lizus to moje złośliwe przezwisko. Warto wyjaśnić.
- Wie-esz... że-e... - tutaj zrobiłam pauzę.
- No co, dzidziunia się poryczy? - wyszczerzył się w złowrogim uśmiechu.
- Na... NAZYWAM SIĘ LIZZIE JACKSON! - wrzasnęłam na cały głos, a mój krzyk jest, i był od zawsze niemiłosiernie głośny.
Basior początkowo zrobił krok do tyłu, robiąc duże, zdziwione oczy. W końcu jednak się ogarnął.
- Pechowa, zapchlona, brzydka, głupia, tępa... Słów brakuje na takiego wyrzutka jak ty!
Wyszczerzył kły, i zaczął coraz szybciej zmierzać do przodu. Ja natomiast położyłam uszy po sobie, i zaczęłam coraz szybciej się cofać.
W momencie, gdy basior miał już zamiar na mnie skoczyć, coś, a raczej ktoś, skoczył na niego, przytrzymując jego kark zębami. Nie trudno się domyślić, że był to...
- Tata! - krzyknęłam entuzjastycznie.
Fakt, tata powalił basiora praktycznie od razu. Tamten zaś, uciekł z podkulonym ogonem i zakrwawionym fragmentem karku.
- Lizzie! Nic ci nie jest? - zapytał Aron podbiegając do mnie.
- Nie, nic... - mruknęłam. Chwilę później zaczęłam płakać, przytuliłam się do taty.
- Już dobrze... Jestem tu... - powiedział starając się mnie uspokoić.
- On... On miał racje... - powiedziałam przez łzy.
- Ale... Co ON powiedział?
Przez łzy zacytowałam jego słowa, kilka słów...
- Lizzie, wiesz, że nie miał racji, w najmniejszym stopniu jej nie miał!
- Miał tato... Jestem nikim, wyrzutkiem... - powiedziałam schylając łeb. - Chcę pobyć sama...
Powoli odwróciłam się od wilka, i odeszłam...
Gdy zniknęłam mu z zasięgu wzroku zaczęłam pędzić przed siebie, a łzy lały mi się przy tym z oczu.
Popędziłam aż do kryształowej groty, a tam zajęłam się wylewaniem łez.
Patrzyłam w rozmaite kryształy. Były takie piękne, takie cudowne... Chociaż niestety, nie wszystkimi się zachwyciłam - w niektórych widziałam własne odbicie, najbrzydszą wilczą istotę na calutkim świecie... Gdy tylko to widziałam, zaczynałam bardziej płakać.
W końcu ułożyłam się na ziemi, kładąc głowę między łapy, tak, aby nie było widać moich oczu.
W pewnym momencie usłyszałam kroki, najwyraźniej ktoś się zbliżał. No nie... zaraz zepsuję komuś dzień sobą...

Genevieve? 450 słów podjechało pod twe drzwiczki :)

sobota, 3 marca 2018

Od Lizzie CD Lucasa

Wraz z Lucasem ruszyliśmy w drogę. Byłam niezmiernie ciekawa do jakiego miejsca mnie prowadzi... Postanowiłam jednak nie pytać. Uwielbiam niespodzianki!
Część drogi spędziliśmy w ciszy, jednak w pewnym momencie postanowiłam ją przerwać.
- Wiosna idzie... To piękna pora roku, nie uważasz?
- Całkiem... - mruknął basior.
- Ogółem, to stęskniłam się za latem... Zawsze jest tak przyjemnie gorąco... - mruknęłam.
- Cóż, lepsze to niż zima. - stwierdził basior.
Na chwilę spuściłam głowę. Przypomniałam sobie coś, o czym nie lubię wspominać...
- Coś się stało? - zapytał wilk patrząc na mnie.
- Nie... Nic nic... Ja tylko... - zawiesiłam się na chwilę. - Przypomniałam sobie coś, już nieważne...

Lucas? 

poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Lizzie CD Lucasa

- Heh, no niech ci będzie. - powiedziałam. - Nie naciskam. - po tych słowach schyliłam głowę aby wziąć kawałek mięsa do pyska.
W szybkim tempie zjadłam nieduży kawałek mięsa, po czym ponownie podniosłam głowę.
- Wiesz... skoro już tu jesteś, to może moglibyśmy się trochę lepiej poznać?... - zadałam pytanie z lekka onieśmielona, w końcu rzadko kiedy pytam kogoś czy chce mnie lepiej poznać, za bardzo wstydzę się swojego wyglądu...

Lucas? Wybacz proszę że tak krótko :c

czwartek, 25 stycznia 2018

Od Lizzie CD Lucasa

- Heh, zależy też kto jest żółtodziobem, a komu do niego daleko. - powiedziałam podnosząc się z ziemi. - Ja chyba muszę zakończyć rozmowę, idę na polowanie. Możemy pogadać kiedy indziej. - uśmiechnęłam się delikatnie, po czym odeszłam.
***
Zaczaiłam się w krzakach tuż za łanią. Gdy byłam już gotowa, wskoczyłam na jej plecy, wbijając zęby w jej kark. Z początku mocno wierzgała i usiłowała mnie zrzucić, jednak później powoli zaczynała padać. Zabrałam się więc za oddzielanie mięsa od kości, wnętrzności i takich tam niejadalnych.
Mięso łani zjadłam ze smakiem, co jakiś czas oblizując pysk.
Nagle usłyszałam chrupot śniegu, tak jakby ktoś szedł. Odwróciłam się błyskawicznie w kierunku dźwięku. Jednak uspokoiłam się, gdy zobaczyłam Lucasa.

Lucas?^^

czwartek, 7 grudnia 2017

Od Lizzie do Harrego

Bawiłam się niedaleko legowisk. Skakałam radośnie w śniegu, podobało mi się to.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach, a mojej uwadze nic nie umknie!
Odwróciłam się, ku moim oczom ukazał się młody, czarny basior.
W sumie to wyglądał ładnie i co najważniejsze przyjaźnie... Postanowiłam się przywitać.
- Cześć... - powiedziałam nieśmiało.
- Cześć... - odparł patrząc prosto na mnie.
- Jesteś z watahy, tak?
- Tak, a ty?
- Też. Jestem Lizzie, bardzo mi miło cię poznać.
- Mnie również... - zebrał się na uśmiech.
Uśmiechnęłam się przyjacielsko. - A jesteś tu teraz sam, czy z rodzicami? Tata stoi gdzieś przy jamie i czuwa jakby co. A ja z bratem chodzimy po okolicy.

Harry?