- Dzięki... - Zawstydziłam się trochę.
- Nie ma sprawy! - Melinda zamerdała ogonem.
- Mogłabyś mi pomóc i zdjąć te liście? Chyba już trochę mi lepiej, najwyżej mam strupa...
- Ok, nie ruszaj się. - Po tych słowach, ściągnęła opatrunek.
- Dzięki, Mel... - Spojrzałam na nogę.
- Na pewno nie boli?
- Nie, nie bardzo. Dam radę. Chciałabym trochę pohasać w wodzie...
- Ja też by chciała...
- To na co czekamy? Hmm?
- Nie wiem! - Zamerdała mocniej ogonem uśmiechając się promiennie.
- M-m-melinda?
- Co się stało? - Zapytała zaniepokojona.
- O-o-odwróć się... - Mówiłam jakby przerażona.
Odwróciła się gwałtownie,w bojowej pozycji. Zastosowałam to samo, co u Nilaya. No, prawie to samo... Ochlapałam ją.
- A! - Krzyknęła odwracając się w moją stronę.
- Nie krzycz, podobnie zrobiłam z Nilayem! Na tym polega zabawa! Nie traktuj tego jako poważny podstęp, to żart...
- Przechytrzyłaś mnie... Hmm... - Ochlapała mnie znienacka.
- A widzisz! Też tak możesz! - Zaśmiałam się.
***
Ganiałyśmy się tak, aż do zmęczenia. Nawet nie czułam bólu w łapie!
Melinda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz