- To jeszcze nie koniec atrakcji... - uśmiechnąłem się tajemniczo, wskazując łapą na kamienne podłoże - Spójrz na to.
- Sam to zrobiłeś? Jak? - uradowała się Melinda, obwąchując posadzkę z zainteresowaniem.
- Trochę błota, gliny, pokruszonych głazów i gotowe. - z dumą uniosłem ogon do góry.
Partnerka wyglądała na szczęśliwą, co bardzo mnie cieszyło. Miło jest zrobić coś, by uszczęśliwić drugą osobę.
- Może po kolacji przejdziemy się na krótki spacer? Piękny dziś wieczór... - zachęcałem.
- Nie masz dość chodzenia na dziś? - roześmiała się żona, po czym dodała - Bardzo chętnie.
Melinda?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz