Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bella. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2018

Od Belli CD Jaka

- To... to niesamowite... - pokręciłam głową z rozbawionym spojrzeniem.
- Co jest niesamowite?
- Też o tym pomyślałam! - nie wytrzymałam i parsknęłam głośnym śmiechem, którego echo rozniosło się chyba po całej puszczy - Wybacz, to ta pełnia tak na mnie działa... - zakryłam pysk łapami, by choć odrobinę ukryć zakłopotanie, co niezbyt mi się udało. Ale głupia wymówka.
Powoli podniosłam się z trawy, wciąż nie odrywając wzroku od rozgwieżdżonego nieba. Po chwili, tuż za mymi plecami rozległo się niskie, dostojne wycie. Uśmiechnęłam się, zerkając kątem oka na basiora, po czym zmrużywszy oczy podłączyłam swój głos. Przez moment poczułam się jakby wszystko dookoła, cały ten świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my, ja, Jake i księżyc nasłuchujący z sympatią naszych głosów.
- Bella, uważaj! - nagle poczułam mocne szarpnięcie za kark, które skutecznie przywróciło mnie do rzeczywistości.
- Co się stało?! - potrząsnęłam głową, zrywając się na równe nogi, bo z niewiadomych przyczyn znów znalazłam się na glebie.
- Mało brakowało... - westchnął Jake, podchodząc bliżej - Prawie spadłaś ze skarpy.
- Słucham? - zmarszczyłam brwi, oglądając się za siebie. Nie no, bez przesady, aż tak to się przecież nie zamyśliłam. To znaczy... Chyba...
- Mamy talent to pakowania się w kłopoty... - stwierdził przyjaciel, dosiadając się obok.
- Ha! A ty jak zawsze ratujesz nas z opresji! - wyszczerzyłam się - Em, masz coś na głowie... Czekaj... - delikatnie przejechałam łapą po jego futrze, zgarniając zza ucha płatek magnolii.
- Już?
- Hm, jak dla mnie wyglądałeś z nim dużo lepiej - zachichotałam, kładąc się obok wilka. Lekki podmuch wiatru strącił część kwiatów, które poszybowały gdzieś daleko, znikając w mroku nocy. Przymknęłam oczy i już po chwili odpłynęłam do krainy sennych marzeń.
***

Leniwie przekręciłam się na drugi bok, wtulając się w futro od którego czułam niebywałe ciepło. Powoli odchyliłam powieki, zerkając nadal trochę zaspana na leżącego obok przyjaciela. Wyglądał tak bezbronnie kiedy spał. Przez chwilę zastanawiałam się, czy w ogóle powinnam go budzić. Tak, tylko przez chwilę.
- Jake, wstawaj... - szepnęłam mu na ucho, jednak samiec wymruczał coś cicho pod nosem i zakrył głowę łapami. No dobra, trzeba będzie zrobić to mniej delikatnie.
- Wstawaj leniu! Dość spania! - wykrzyczałam, popychając go tylnymi łapami.
- Co? Co się dzieje? - wilk podniósł na mnie spanikowany wzrok. Wyraz jego pyska był bezcenny.
- Nic się nie dzieje. Słońce dawno zawitało na niebie, a o ile mi wiadomo mamy w planach zwiedzanie, tak czy nie?
- Yhmm - basior przewrócił wymownie oczyma, wzdychając przy tym ciężko - A to zwiedzanie to nie mogłoby poczekać? Tak przynajmniej jeszcze kilka minut?
- Nie - odparłam krótko. Wdrapałam się na sporą skałę znajdującą się tuż pod magnolią, po czym oparłam się przednimi łapami o jedną z niższych gałęzi, która zdawała się być wręcz idealnym punktem obserwacyjnym - No chodź.

Jake?

sobota, 31 marca 2018

Od Belli CD Jaka


Otworzyłam szerzej oczy, spoglądając na gładką, błękitną taflę, którą gdzieniegdzie rozświetlały promienie słońca. Nigdy nie widziałam jeszcze czegoś tak pięknego. Jake stał wyprostowany, z łapami sztywno wbitymi w ziemię. Najwyraźniej jemu również odjęło mowę. Korzystając z uśpionej czujności przyjaciela, podeszłam bliżej brzegu, delikatnie muskając wodę końcówką ogona, po czym ostrożnie zbliżyłam się do wciąż pogrążonego w rozmyślaniach samca.
- Jake...? - szepnęłam, z trudem powstrzymując figlarny uśmieszek, który usiłował się teraz bezczelnie wprosić na mój pysk.
Nim basior zdążył cokolwiek powiedzieć, obróciłam się raptownie, przejeżdżając mu mokrą kitą po pysku.
- Bella! - wydarł się zniesmaczony, energicznie otrzepując głowę z kropli wody.
- No co? Nie przyszliśmy tutaj tylko się gapić, panie marzycielu! - parsknęłam śmiechem, zbiegając z piaszczystego pagórka.
- Czekaj ty! - jak się nie zerwał!
Wystartowałam z piskiem przed siebie, starając się zgubić Jaka na zakrętach, ale okazał się szybszy, niż myślałam i zanim się obejrzałam, już chwycił mnie za ogon i powalił na trawę.
- I co teraz, hm? - wyszczerzył się w szelmowskim uśmieszku.

Jake? ^^

środa, 14 marca 2018

Od Belli CD Jaka

- No, ty też całkiem szybko biegasz... - posłałam przyjacielowi chytry uśmieszek, by po chwili unieść pysk ku górze - Gdzie my właściwie jesteśmy?
- Nie wiem, ale chyba przekroczyliśmy terytorium watahy... - basior rozejrzał się dookoła - Ale nie chcesz jeszcze wracać, prawda?
- No coś ty! Mamy dużo do zobaczenia, skoro i tak już pobiegliśmy trochę dalej niż zwykle... - wyprzedziłam samca, przystając na niewielkim pagórku kawałek dalej - Ja bym chętnie pozwiedzała nowe tereny. Jak myślisz, w jakiej części teraz jesteśmy?
- Cóż... - Jake zamyślił się przez moment - Biegliśmy przez jakiś czas wzdłuż strumienia, a tym samym oddaliliśmy się od rzeki, więc teoretycznie powinniśmy być teraz w zachodniej części... - stwierdził czarny basior, dając w swej wypowiedzi szczególny nacisk na słowo "teoretycznie".
- Fera Caeruleis ciągnie się aż do Aqua Munda! - rozpromieniłam się, merdając energicznie puszystym ogonem - Zawsze chciałam tam pójść, ale nikomu nie chciało się iść taki kawał drogi...
- Mnie się chce - zapewnił Jake z uśmiechem na twarzy - To co, idziemy?
- Też mi pytanie! - pognałam za przyjacielem.

Jake?

czwartek, 8 marca 2018

Od Belli CD Jaka

- Wiesz, tak naprawdę to też chciałabym ci podziękować... - zerknęłam kątem oka na idącego obok basiora, którego najwyraźniej, nieco zaskoczyły moje słowa, bo przystanął z pytającym spojrzeniem.
- Ale... Yhmm, nie wiem czy... - zaczął coś mruczeć pod nosem, więc szybko mu przerwałam.
- Zanim powiesz coś więcej, proszę, pozwól mi dokończyć... - poprosiłam wpatrując się w jego duże, srebrzyste oczy, których odcień wręcz idealnie wpasował się w barwę nieba. Nim dokończyłam zdanie, wzięłam głęboki oddech, po czym powoli wypuściłam powietrze, przy okazji starając się ubrać myśli w słowa - Nie wiem jak to dobrze powiedzieć, więc powiem wprost - jesteś ze mną zawsze i wszędzie, nigdy nie odmówiłeś mi pomocy i jesteś... Moim jedynym przyjacielem, kimś na kogo mogę zawsze liczyć. Dziękuję ci, choć wiem, że powinnam w tej sytuacji zrobić coś więcej, niż tylko paplać jak jakiś porąbany poeta... - zachichotałam cicho, odwracając na moment wzrok, bo jakoś tak głupio było mi teraz spojrzeć basiorowi w oczy.
- A co na przykład mogłabyś zrobić, hm? - ku memu zaskoczeniu, pozostawił niemal całą mą wypowiedź bez komentarza; koncentrując się zaledwie na kilku ostatnich słowach.
- Jake! - zmarszczyłam brwi, spoglądając na wilka z politowaniem - Ja mówię poważnie!
- No, ja właśnie też! - parsknął śmiechem z szelmowskim uśmieszkiem.
No nie wytrzymam! On serio lubi grać na nerwach! W jednej chwili skoczyłam na przyjaciela, przewracając go na plecy.
- To jest wojna, Jake Jackson! - wyszczerzyłam się szyderczo, biegając dookoła basiora, przy okazji obsypując go z każdym ostrzejszym zakrętem warstwą śniegu.
Nieoczekiwanie samiec pognał za mną, a gdy już znalazł się wystarczająco blisko, złapał mnie za ogon i powalił na ziemię.
- No, to teraz mów. Co byś zrobiła? - stanął nade mną z rozbawionym wyrazem twarzy.
- Szczerze? Teraz to najchętniej dałabym ci po pysku! - roześmiałam się - No a gdybym była człowiekiem, to pewnie rzuciłabym ci się w ramiona.

Jake?

poniedziałek, 5 marca 2018

Od Belli CD Jaka


- Oj, Jake... - westchnąwszy głęboko, spojrzałam na basiora, wciąż pogrążonego w rozmyślaniach - Teraz już jesteśmy bezpieczni, Jasper tu nie wróci, a nawet jeśli spróbuje, to strażnicy zostali poinformowani o tych wszystkich incydentach i mają teraz oczy szeroko otwarte. A zresztą, szczerze wątpię by ten zapchlony przybłęda pragnął tu kiedykolwiek wracać, zwłaszcza po tym, co mu ostatnio zaserwowałeś... - uśmiechnęłam się figlarnie, spoglądając na mego wybawcę z dumą.
- Mylisz się... - szepnął z goryczą w głosie - On tu wróci i to szybciej niż się spodziewamy. Jestem pewien, że Jasper tak łatwo nam nie odpuści. Teraz nie atakuje, bo nie ma dość siły, czeka na odpowiednią okazje...
- Ale my jej mu nie damy. - skwitowałam.
Samiec przewrócił wymownie oczyma - Ty naprawdę się nie boisz, co?
- Nie, ani trochę. Póki ty ze mną jesteś, nie mam się czego obawiać.
Jake tylko posłał mi pytające spojrzenie, nawet nie komentując tej wypowiedzi. W powietrzu znów zaczęła krążyć niepokojąca cisza.


- Idziemy dalej? - uznałam że najlepiej będzie zmienić temat.
- A dobrze już się czujesz? - upewnił się Jake.
- A wyglądam jakbym się źle czuła? - zachichotałam, mijając basiora w podskokach, po czym odwróciwszy się w jego stronę, posłałam mu delikatny uśmiech.
Nie wiem, czy podzielał mój entuzjazm, czy zwyczajnie wolał mnie na swój sposób "chronić", ale podążył zaraz za mną, z czego niezmiernie się cieszyłam, bo nie chciałam jeszcze kończyć tego spaceru.

Jake?

środa, 28 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

Nie mogłam się oprzeć wzrokowi Jaka. Po prostu odbierało mi mowę. On też zdawał się być wręcz zahipnotyzowany, gdy rozmawialiśmy (a może to tylko moje odczucia? Sama już nie wiem...). Na szczęście zdołałam się w porę ogarnąć i przerwałam tę długotrwałą ciszę.
- Bardzo chętnie... - odwzajemniłam jego uśmiech - Ale pod jednym warunkiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Pójdziemy dziś nad rzekę? Proszę, bardzo bym tego chciała. Nie przychodziłam tam od tak dawna, a to jedno z moich ulubionych miejsc.
- Dzisiaj...? - basior lekko zmarszczył nos, oglądając się za siebie na pokryte grubą warstwą białego puchu drzewa - Nie jestem pewien czy to najlepszy pomysł...
- Oj, Jake. Dość już tej troski. Wrzuć na luz! - zamerdałam podekscytowana białą kitą.
Przyjaciel wziął głęboki wdech, a następnie wypuścił powietrze z głośnym świstem - Pffff... No dobrze. Ale nie na długo.
- Super! Wobec tego nie traćmy czasu! - wykrzyknęłam z entuzjazmem, wyprzedzając wilka.
- Bella, czekaj... - nieoczekiwanie samiec wyskoczył mi naprzeciw, zagradzając drogę - Może lepiej ja pójdę przodem, dobrze?
- Dobrze... Ale dlaczego?
- Chyba lepiej by było, gdyby twoi rodzice, jak i pozostała część watahy, nie dowiedzieli się o naszej małej wycieczce, nieprawdaż?
- A, tak. W sumie racja... - przytaknęłam, podążając za basiorem.
Los nam sprzyjał, bo nie spotkaliśmy na swej drodze ani jednego wilka. Właściwie to las wydawał się teraz taki... Pusty. Słyszeliśmy tylko przelatujące w pobliżu ptaki. Zapewne większość roślinożerców udała się w stronę Doliny Sun.


- Nawet szybko doszliśmy, prawda? - zagadnął czarny basior, spoglądając na brzeg rzeki.
- Pięknie tu teraz... - westchnąwszy, przycupnęłam na śniegu.

Jake?

wtorek, 27 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

Miło było się obudzić i zobaczyć nachylonego nade mną Jaka, zwłaszcza że ostatnimi czasy, wszystkie poranki wydawały mi się takie... Podobne? Samotność jednak potrafi dawać się we znaki. Rzecz jasna nie mam tu na myśli braku jakiegokolwiek towarzystwa, bo zarówno rodzice, siostra, wujostwo, jak i pozostali członkowie watahy odwiedzali mnie stosunkowo często, aczkolwiek największą radość, a zarazem spokój i poczucie bezpieczeństwa, czułam tylko wtedy, gdy Jake był obok. Zawsze kiedy jest przy mnie, dzieje się ze mną coś, czego tak naprawdę chyba nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć. Każde jego słowo, uśmiech i te piękne oczy pełne głębi... To jak na mnie patrzy... Nie wiem jak to ubrać w słowa. Grzechem z mojej strony, byłoby przyznanie się do tego, że go "lubię", ponieważ to "lubię" nie jest w stanie nawet w maleńkiej cząstce odzwierciedlić tego, co dzieje się w mojej głowie, gdy Jake jest obok. Bella, ogarnij się, nie wariuj! Nie jestem już dzieckiem i w tej chwili myślę, że mam już świadomość z czym mogę mieć do czynienia, ale strasznie boję się powiedzieć to na głos. Jak mu to wyznać? Czy on też czuje to samo? Może to, co dotychczas odczytywałam jako swego rodzaju "sygnały", czy jak tam mogę to inaczej nazwać; w rzeczywistości wcale nimi nie jest? Nie chcę już uciekać przed samą sobą, bowiem popadam wtedy w jakiś wir rozmyślań, którego pętle coraz to mocniej zaciskają się na mej szyi. Już dość kłamstwa, najwyższa pora zebrać się na odwagę. Spojrzeć mu prosto w oczy i wyznać to, co teraz dzieje się w moim sercu.
- Jak się czujesz? Lepiej?... - niski głos basiora nieoczekiwanie wyrwał mnie z rozmyślań.
Skierowałam spanikowany wzrok na przyjaciela, przez moment nie odzywając się słowem.
- Przepraszam... - wyszeptałam, nieudolnie starając się ukryć zakłopotanie - Teraz to ja się zamyśliłam.
- Wiem, zauważyłem. - samiec posłał mi ciepły, pogodny uśmiech, dzięki któremu nieco się uspokoiłam - Pytałem jak się czujesz - przypomniał po chwili.
- Już lepiej, znacznie lepiej... - uśmiechnęłam się delikatnie, zerkając na basiora, którego zatroskany wzrok nie odpuszczał mnie ani na moment.
- Bello, nie obrazisz się jeśli wyjdę na chwilę? Wiem, że jeszcze nie jesteś głodna, ale...
- Jasne, nie ma problemu. Leć, przecież musisz coś jeść! - zachichotałam rozbawiona zachowaniem Jaka.
- T-to... To dobrze... W takim razie zaraz wracam... - mruknął odrobinę zmieszany, wychodząc z jamy.
***
Korzystając z okazji, że chwilowo nikt mnie nie pilnuje, powoli wstałam z łóżka i wymknęłam się z domu. Może i nie byłam jeszcze całkiem w formie, ale i tak zdecydowałam się wyjść, choć na chwilę. Zadowolona maszerowałam po oprószonej śniegiem trawie. Dzień był piękny, znacznie cieplejszy niż wczoraj. Ku memu zaskoczeniu w pobliżu nie zastałam nikogo. Dosłownie nikogo. Właściwie dla mnie to lepiej, bo pewnie gdybym spotkała kogoś z watahy, szybko odprawiono by mnie z powrotem do nory. Uniosłam pysk, czując ciepłe promienie słońca. Wiatr delikatnie muskał moją sierść.


- Bella! Co ty tu robisz?! - usłyszałam znajomy głos za swoimi plecami.
Odwróciwszy się, dostrzegłam przyjaciela biegnącego w moją stronę i dorodnym szarakiem w pysku.
Wilk rzucił zdobycz na bok, po czym zatrzymał się obok wejścia do nory, spoglądając na mnie z wyrzutem.
- Myślałem, że coś sobie wyjaśniliśmy... - warknął oschle, jak nigdy dotąd.
- Oj, przestań już. - pokręciłam głową, podchodząc bliżej - A już miałam nadzieję, że się ucieszysz na mój widok.
- Cieszę się, ale wolałbym żebyś była bardziej ostrożna... - stwierdził bez większego entuzjazmu, dając mi tym samym do zrozumienia, iż zachowuje się jak dzieciak.
Proszę, proszę. Od tej strony to ja go jeszcze nie poznałam. Taki twardy, a zarazem odpowiedzialny i troskliwy...
- Co się tak cieszysz? - skrzywił się delikatnie z pytającym spojrzeniem.
- Nic, nieważne... - bardzo się starałam się nie zaśmiać, naprawdę. Ale jego zachowanie mi to uniemożliwiało - Możemy jeszcze tutaj posiedzieć? Proszę, chociaż chwilkę... - popatrzyłam na niego błagalnym, bezbronnym wzrokiem.
Po jego wyrazie twarzy nie trudno było wywnioskować, co sobie w tej chwili pomyślał, aczkolwiek miło z jego strony, że zdecydować się nie komentować mojego zachowania.
- Pffff... Dobrze, ale tylko chwilę... - zgodził się, siadając obok mnie.
Zerknęłam na basiora kątem oka.
- Oj, no weź się już na mnie nie gniewaj, bo mi się ciężko na serduszku aż robi... - lekko pchnęłam Jaka, czekając z niecierpliwością na jego reakcję.
Wilk uśmiechnął się dosłownie na chwilkę, potem uśmiech nieoczekiwanie zszedł z jego twarzy. Po dłuższej chwili spędzonej w zupełnej ciszy, postanowiłam znów spróbować go, choć odrobinę rozweselić, jednak chyba wyszło mi to aż za dobrze. Delikatnie liznęłam go po pysku. W odpowiedzi basior zesztywniał zaskoczony.
- Co to miało być? - zaśmiał się.
- Emmmm... - dobra, teraz to było mi akurat głupio.
Sama nie wiem, co mną właśnie kierowało. Bella, coś ty najlepszego zrobiła?

Jake?

niedziela, 25 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

- Jake? Jesteś tu? - zaśmiałam się, spoglądając figlarnie na basiora.
- Co? A tak, wybacz. Odpłynąłem na chwilę... - mruknął odrobinę zmieszany.
- Spoko, też mi się to często zdarza... - nie kończąc zdania, zerknęłam kątem oka w stronę wyjścia - Może przejdziemy się na krótki spacer? Chciałabym wreszcie wyjść z tej ciasnej nory...
- Nie. - samiec pokręcił przecząco głową - Nie ma mowy. Przecież wiesz, że nie powinnaś jeszcze wychodzić, a o ile mi wiadomo, jeszcze niedawno ledwo trzymałaś się na nogach.
- Oj tam, oj tam. Było minęło. Nie mam zamiaru przeleżeć tak całej zimy, tym bardziej iż wkrótce się kończy.
Nie czekając na pozwolenie, zerwałam się z posłania, ale jak widać przeceniłam swoje możliwości, bo już po chwili, znów dopadł mnie ostry ból w klatce piersiowej.
- Bella! - Jake spiorunował mnie wzrokiem - Kładź się i nie dyskutuj.
Niechętnie spełniłam jego prośbę. Miałam już serdecznie dość tego leżenia. Wiem, to pewnie wyjątkowo głupia wymówka, ale czuję się wtedy taka bezużyteczna.
- Nawet nie próbuj znowu tego robić, bo będę tu siedzieć całą noc. - oznajmił twardo basior, który chyba właśnie nie był do końca świadom swoich słów.
- Doprawdy? - na mym pysku zawitał chytry uśmieszek - Całą noc, hę?
- Ymhh... Tak, jeśli zajdzie taka potrzeba... - odparł nieco zakłopotany.

Jake?

sobota, 24 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

- Tak wiem, wiem... - czarny basior spuścił pysk, na moment wbijając wzrok w glebę.
Nie wiedziałam, co teraz powinnam mu powiedzieć. Jak go pocieszyć? Przecież to tylko i wyłącznie dzięki niemu wciąż żyję i mam świadomość tego, że gdyby nie fakt, iż akurat był w pobliżu, prawdopodobnie byłoby już dawno po mnie. W pewnej chwili nie wytrzymałam i przytuliłam się do Jaka, który początkowo nieco zesztywniał. Najwyraźniej nie spodziewał się tego typu reakcji, aczkolwiek nie odsunął się ode mnie. Dopiero po kilku dłuuuugich sekundach, zdałam sobie sprawę, że mój rozmówca chyba nie czuje się teraz zbyt komfortowo, toteż położyłam się z powrotem na posłanie.
- Co to miało być? - wilk zerknął na mnie, z lekkim, nieco chytrym uśmieszkiem.
- Przyjacielskie powitanie... A... Co żeś myślał? - odparłam wymijająco, także posyłając mu delikatny uśmiech, który jednak w moim przypadku, musiał wyglądać na bardziej zakłopotany.
- A... No to okey... - Jake jakby odetchnął z ulgą.
Prawdę mówiąc, nie spodziewałabym się po sobie czegoś takiego, ale cóż, bywa. Zresztą, nie ma sensu już dłużej drążyć tego tematu.
- A jak tam u twojego taty i Maxine? Słyszałam, że od czasu ślubu, dość często znikają. - zaczęłam rozmowę, starając się jak najbardziej odwieść zarówno myśli swoje, jak i Jaka, od tej niezręcznej sytuacji.

Jake?

piątek, 23 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

Ucieszyłam się na widok Jaka i choć widzieliśmy się stosunkowo niedawno, już zdążyłam się za nim stęsknić.
- Pomyślałem, że może jesteś głodna, więc przyniosłem coś na zakąskę... - basior, wciąż odrobinę zmieszany, powoli podsunął mi kawałek mięsa.
- Dziękuję... - posłałam mu wdzięczny uśmiech - Cieszę się, że tu jesteś. Powoli zaczynałam już wariować, bez towarzystwa, znaczy się... - i tu złapałam się za słówko, by po chwili szybko się poprawić - Są rodzice, Claudia... Ale wiesz, to nie to samo, co rozmowy z tobą.
Jake postanowił nie komentować mojej wypowiedzi, aczkolwiek po wysłuchaniu mnie, na jego pysku zawitał delikatny uśmiech, który od razu dodał mi otuchy.
- Jake?
- Tak?
- Zostaniesz tu jeszcze chwilę? - zapytałam z nadzieją w głosie - Wiem, że pewnie masz masę obowiązków na głowie, więc nie będę cię długo zatrzymywać...
- Właściwie to nie. - odparł wilk i usiadł obok mnie na posłaniu.

Jake?

niedziela, 4 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

Rzecz jasna, po tym wszystkim, co się stało, moja rodzina korzystając z tego, że chwilowo nie jestem w stanie wyjść samodzielnie z danego pomieszczenia, a tym samym wymigać się od niezręcznej rozmowy; nie oszczędziła mi większości wykładów na temat bezpieczeństwa i takich tam. O, święta Asubii! Spraw bym przestała wciąż popełniać błędy! I tak często wpadam w tarapaty. Tak, zdecydowanie za często... Jeszcze wpakowałam w to Jaka, którego teoretycznie ta sprawa w ogóle nie powinna dotyczyć. Było mi głupio. Przez moje postępowanie ucierpiał i on, a przecież mogłam przewidzieć, iż Jasper tylko czeka na odpowiednią okazję, by nas dopaść. Ponadto, było coś jeszcze. Coś znacznie, znacznie gorszego, mianowicie moje uczucia, których nawet gdybym chciała i tak nie byłam w stanie w żaden sposób poskromić. Bałam się tego. Rozum mówił jedno, serce szeptało coś zupełnie innego. W mojej głowie zapanował mętlik i miałam ochotę schować się do mysiej nory na dobre kilka dni, aby wreszcie móc uporać się ze swoimi myślami w samotności, ale rodzice i siostra skutecznie mi to uniemożliwiali. Rozumiem że się o mnie martwią, ale chciałam tylko ciszy i spokoju, niczego więcej. Dobrze, że przynajmniej Claudia nie zalewała mnie masą pytań do tego stopnia, co mama i tata.
***


Było późne popołudnie. Anaria wraz z Larym wyruszyli na polowanie, zaś ja razem z Claudią zostałyśmy w jamie. Siostra obiecała rodzicom przypilnować, żebym nigdzie nie wychodziła (jakby to było możliwe). Czas dłużył się niebłagalnie. Leniwie poruszyłam tylnymi łapami, chcąc przekręcić się na drugi bok, jednak ból wciąż nie ustępował, więc pozostałam w tej samej pozycji. Niespodziewanie usłyszałam czyjeś kroki w pobliżu.
- Kto to? - nastroszyłam uszy z zainteresowaniem.
- Zaraz sprawdzę... - Claudia podniosła się z gleby i wolnym krokiem podeszła do wejścia - To Jake. Idzie w naszą stronę.

Jake?

Od Belli CD Jaka

Trudno opisać, co wtedy czułam. Ból górował nad wszystkim, przysłaniając obecny także strach. Obraz zamazywał się niczym migawka aparatu fotograficznego zroszona kroplami wody. Starałam się uspokoić, opanować przyspieszony, płytki oddech. Miałam ochotę krzyczeć, szarpać się, ale... Nie miałam już siły na nic. Samo wdychanie i wydychanie powietrza, sprawiało mi teraz trudność. Wokół mnie kłębiło się kilka różnych cieni, w uszach dudniły mi rozmaite szepty. Jakby tego było mało, potwornie rozbolała mnie głowa. W pewnej chwili po prostu odpłynęłam. Głosy zamilkły, a przed oczyma ponownie zawitała ciemność.
***
Otwarłszy oczy, wpierw dostrzegłam Jaka siedzącego w kącie pomieszczenia, zaraz potem Claudię i Anarię, które z kolei przycupnęły przy wejściu do nory. Przez długą chwilę leżałam w milczeniu, zastanawiając się, co ja tu właściwie robię. Nieoczekiwanie do środka wszedł jeszcze ktoś.
- Bella?... - delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc znajomy głos.
Wszyscy znaleźli się obok mnie.
- C-co się stało?... - wyjąkałam spoglądając na nich z zakłopotaniem.
- Niczego nie pamiętasz? Jasper cię zaatakował... - zaczęła tłumaczyć siostra, ale mama weszła jej w słowo.
- Zostawimy was samych... - Anaria zerknęła kątem oka na Jaka, wychodząc z pomieszczenia.
Niechętnie podążyli za nią Claudia i tata.
- Jak się czujesz? - zapytał szeptem basior, podchodząc do posłania.
- Lepiej. Teraz już lepiej... - spojrzałam na wilka z pokorą - Twoja łapa...
- Nic mi nie jest. Mineet już ją opatrzyła. - uspokoił mnie samiec, prezentując swój starannie wykonany opatrunek, po czym znów skierował wzrok na mój pysk - Zielarka mówiła, że to nie powinno być nic trudnego, ale bolesnego owszem...
- Co masz na myśli? - zastrzygłam uszami, z nutką lęku w głosie.
- Mówię o operacji...
- Operacji?! - teraz to już podniosłam głos.
- Bella, spokojnie... - kojący ton basiora, na moment pozwolił mi odrzucić negatywne emocje - Twoja mama i Mineet musiały nastawić ci żebro. Jak widać, Jasper doszlifował swoje umiejętności w walce... - Jake zacisnął zęby, marszcząc przy tym brwi - Niech no jeszcze raz go tutaj zobaczę...
- Jake, spokojnie... - teraz to ja musiałam jakoś wyciszyć przyjaciela - Już dałeś mu nauczkę i jak mniemam, prędko tu nie wróci.

Jake?

sobota, 3 lutego 2018

Od Belli CD Jaka

- Spokojnie, nic mi nie jeeee... - zacisnęłam zęby, wbijając pazury w śnieg - Aj!
- Co się dzieje?! - zaniepokoił się samiec, spoglądając na mnie ze współczuciem.
- N-nic... Tylko trochę mnie poturbował... - syknęłam, starając się wstać o własnych siłach, jednak łapy zupełnie odmówiły posłuszeństwa.
Czułam rwący, pulsujący ból w klatce piersiowej, który z sekundy na sekundę, stawał się coraz to silniejszy.
- Nie ruszaj się! - rozkazał pospiesznie Jake, delikatnie dotykając poszczególnych części mojego ciała - Mów jeśli coś poczujesz...
Długo nie musiał czekać na reakcję.
- Auuuu! - mój wrzask słychać było chyba w całej puszczy - Zostaw! - warknęłam z goryczą w głosie.
- Dobrze, dobrze. Już nie będę... - basior zmieszany położył czarne uszy po sobie - Wygląda na to, że oberwałaś w żebro... Jak to się właściwie stało, że cię złapał?
- Cóż... Wyszłam na polowanie... - zerknęłam z pokorą na przyjaciela - Kiedy tropiłam sarnę, Jasper nagle chwycił mnie za kark. Jakiś czas się z nim szarpałam, odgryzłam mu nawet kawałek ucha... - oblizałam pysk ze złośliwym wyrazem twarzy - Ale potem to on pokazał na co go stać... Koniec końców rzucił mną o drzewo i tak potem już nie miałam siły się ruszyć i wtedy pojawiłeś się ty... - spojrzałam z wdzięcznością na Jaka.

Jake?

Od Belli CD Jaka

Wczesnym rankiem, wymknęłam się z jamy. Chłodne, rześkie powietrze napływało do płuc z każdym oddechem, a zapach żywicy z pobliskich drzew, połączony z błogą ciszą, skutecznie poprawił mi humor, dzięki czemu obecna jeszcze przed chwilą senność odeszła w dal. Przeciągnąwszy się leniwie, ziewnęłam ukazując białe zęby, po czym skierowałam się spacerkiem w stronę nory Jaka. Ku memu zaskoczeniu, nie zastałam go w domu. To dziwne, bo zwykle o tej porze jeszcze śpi. Zapewne udał się na polowanie. Prawdę mówiąc, także miałam dziś takowy zamiar, ale drzemała we mnie cicha nadzieja, iż będę mogła to zrobić razem z nim. Cóż, nie wszystko da się przewidzieć. Zresztą i tak spędzam z nim ostatnio bardzo dużo czasu i pewnie ma mnie już powoli dość. W końcu może mieć ważniejsze sprawy na głowie, niż bieganie po puszczy. Nie tracąc dłużej czasu, pomknęłam w las. Właściwie, to nie miałam konkretnie wybranego celu. Po prostu biegłam przed siebie, raz na jakiś czas odruchowo węsząc, by ewentualnie namierzyć jakąś zwierzynę.


Po kilku minutach wędrówki, dotarłam nad strumień. Nieopodal skutej lodem tafli, stała młoda sarna. Stworzenie spokojnie, bez zbędnego pośpiechu przeżuwało kawałek kory. Przyczaiłam się w krzewach, delikatnie poruszając barkami, a tym samym przygotowując się do skoku. Od ofiary dzieliło mnie zaledwie kilka metrów. Nagle usłyszałam czyjeś kroki, tuż za swoimi plecami.

Jake?

wtorek, 30 stycznia 2018

Od Belli CD Jaka

No myślałam, że bardziej się wygłupić, to się nie da. Myślałam, no właśnie, a jak widać można. Brawo, brawo! Bello, ty ofermo! Pięknie się wysłowiłaś. Co on sobie teraz o mnie pomyśli? Chyba za bardzo dałam się ponieść emocjom (a nawet na pewno). I cóż ja teraz mogę poradzić? Jak powinnam się zachować? Odpowiedzieć w miarę mądrze na jego komentarz (czego i tak pewnie nie będę w stanie zrobić), czy też po prostu to zignorować i szybko, jakby nigdy nic zmienić temat? Z racji tego, iż do osób inteligentnych raczej nie należę, wybrałam to drugie.
- Chyba powinniśmy już wracać... - stwierdziłam, spoglądając na rozgwieżdżone niebo.
W oczach basiora odbijały się tysiące maleńkich światełek, co znów wybiło mnie z potoku przygotowanych na poczekaniu słów. Na szczęście, Jake nie zauważył, że się na niego gapię i tylko grzecznie mi przytaknął. Tak więc, bez zbędnych w obecnej sytuacji rozmów, powędrowaliśmy wolnym krokiem w stronę watahy, a następnie każde z nas, skierowało się do swojej nory.

Jake?

Od Belli CD Jaka

- Wziąłeś go z Kryształowej groty, nieprawdaż? - rzuciłam basiorowi bystre, aczkolwiek wdzięczne spojrzenie; nieświadomie dodając swemu pytaniu nutkę słodyczy.
- T-tak... Skąd wiedziałaś...? - samiec zastrzygł uszami, z lekkim zażenowaniem.
- Cóż, dość często tam bywam... - stwierdziłam, jakby nigdy nic, przewracając oczyma, by następnie zatrzymać wzrok na twarzy Jaka - Niemniej jednak, bardzo ci dziękuję. Ten kryształ jest... Naprawdę piękny... - przy ostatnim zdaniu, mój głos delikatnie zadrżał.
Oj, Bella, Bella. Znowu nie wiesz jak powinnaś się zachować, ty ofiaro losu...
Wilk wciąż nie odrywał ode mnie swych pięknych, jasnych oczu, toteż postanowiłam przerwać tę niezręczną, długotrwałą ciszę.
- Jake... - zaczęłam, jednak zatroskany wzrok przyjaciela, jeszcze bardziej utrudniał mi powiedzenie czegokolwiek, a miałam świadomość tego, iż jeśli teraz tego nie zrobię, sprawa może zajść jeszcze dalej.
- Tak...? - basior nieco przechylił głowę, zupełnie nieświadom tego, co za chwilę usłyszy.
- Ja naprawdę, naprawdę... - przełknąwszy raz jeszcze ślinę, niepewnie się jąkałam, starając się ubrać myśli w słowa - Bardzo dziękuję ci za ten prezent, jest wspaniały. Nigdy nie dostałam od nikogo czegoś równie pięknego... Ale... Ale nie wiem, co oznacza taki gest z twojej strony i nie wiem jak powinnam się teraz zachować. Zależy mi na tobie, nawet nie wiesz jak bardzo, ale ja chyba jeszcze nie jestem na to gotowa. Proszę, wybacz mi jeśli te słowa cię zranią, ale wiem, że to dla ciebie może oznaczać coś więcej. Proszę, nie karz mi robić czegoś, czego się boję, bo taka jest prawda. Nie chcę psuć tego, co jest między nami. Chcę z tobą spędzać czas, zawsze i wszędzie, ale boję się, że niedługo zapragniesz czegoś znacznie więcej... Mam nadzieję, że to zrozumiesz... To się wszystko dzieje zbyt szybko...

Jake?

niedziela, 28 stycznia 2018

Od Belli CD Jaka


- Tak... - zawstydziłam się nieco, z uśmieszkiem na pysku, po czym znów zatrzymałam wzrok na twarzy przyjaciela - A ty?
- Nie mogę powiedzieć, bo się nie spełni. Zresztą, pewnie i tak wiesz... - jego pełnym spokoju słowom, towarzyszyła teraz nutka tajemniczości, która jeszcze bardziej zmusiła mnie do myślenia, jednak nie byłam w stanie wykombinować, o czym tak naprawdę pomyślał.
Przez pewien czas siedzieliśmy w zupełnej ciszy, ale wyjątkowo nie drażniła nas ona. Milczenie bywa przyjemne, czasem wystarczy tylko, że ktoś jest obok i rozmowa jest wtedy zbędna. Słowa zastąpił szum wiatru, czasem ukradkowe spojrzenia. W pewnym momencie coś do mnie dotarło, poruszając zarówno umysł jak i serce. To uczucie, jeśli mogę je tak nazwać; było naprawdę silne. Sama nie potrafiłam określić, czym właściwie jest, ale jednego byłam stuprocentowo pewna. Czułam to tylko w obecności Jaka.

Jake?

piątek, 26 stycznia 2018

Od Belli CD Jaka


- O, cześć Jake... Aleś mnie nastraszył. - posłałam czarnemu basiorowi lekki, odrobinę nieśmiały uśmiech, który w obecnej chwili, musiał wyglądać wyjątkowo sztucznie.
Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że spotkam kogoś z watahy, a tym bardziej Jaka, o tej dość porze, aczkolwiek nie sposób zaprzeczyć, iż ucieszył mnie jego widok (choć pewnie me zachowanie, ani trochę na to nie wskazywało).
- Skoro jesteśmy sami, to może... - zaczął niepewnie przyjaciel, przedłużając słowo może.
- Tak...? - przechyliłam głowę w bok, zainteresowana jego jeszcze niedopowiedzianą propozycją.
- Chcesz iść na spacer? - wydusił z siebie z trudem Jake, nieświadomie zaciskając przy tym zęby.
- Jasne! - odparłam z entuzjazmem, wyprzedzając wilka jednym, długim susem -Dokąd pójdziemy? Chętnie powłóczę się dziś po lesie.

Jake?

wtorek, 23 stycznia 2018

Od Belli CD Jaka


Późnym wieczorem udałam się nad strumień. Przez cały czas zastanawiałam się, jak się teraz czuje Jake, jednak nie miałam odwagi teraz do niego iść. Pewnie nawet nie chce ze mną rozmawiać, zwłaszcza po moim ostatnim incydencie. Wolnym krokiem przemierzałam puszczę, którą prócz gęstych warstw zbitego śniegu, spowił także mrok. Niespodziewanie usłyszałam cichy chrupot śniegu, który wprawił mnie w niepokój. Rozejrzałam się dookoła, nerwowo strzygąc uszami, w nadziei że uda mi się zlokalizować źródło owego dźwięku. W pobliżu nie było żywej duszy. Po chwili to nie osobliwe odgłosy, a długotrwała cisza zaczęła mi się dawać we znaki. Wzięłam głęboki wdech, a następnie powoli wypuściłam chłodne powietrze, aby się trochę wyciszyć, po czym powędrowałam dalej, wciąż zachowując ostrożność. W pobliżu nie wyczułam żadnego znajomego zapachu, toteż wolałam mieć się na baczności. Nigdy nie wiadomo kogo można spotkać w tym lesie.

Jake?

Od Belli CD Jaka

Słuchałam z zaciekawieniem opowieści Jaka, jednak z każdą sekundą, uśmiech coraz bardziej znikał z jego twarzy. Prawdę mówiąc, też nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Na samą myśl o Jasperze, aż ciary przechodziły mi po karku.
- Przerażająca wizja, nieprawdaż?... - niski głos basiora wyrwał mnie ze stanu zamyślenia.
- Tak... Nawet bardzo... - mój wzrok przez długą chwilę utkwił w glebie.
Nagle obudziło się we mnie coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. Silna potrzeba bycia tak blisko, jak tylko się da... Słyszałam jego ciężki oddech. Słowa, które wypowiadał były takie... Pełne smutku, strachu... Czułam się tak samo. Nie wiedziałam, czy w tej chwili pomyślał o tym samym co ja, ale gdy znów zerknęłam na jego pysk, dostrzegłam swego rodzaju błysk w oku. Niby niepozorny, a jednak taki wyjątkowy i bezcenny...
- Przepraszam cię, ale muszę już iść...
- Już? - zdziwił się wilk, lekko marszcząc nos - Przed chwilą przyszłaś.
- Tak, wiem, wiem...
- Coś się stało?
- Nie, nic takiegoooo... - przedłużyłam ostatnie słowo jak tylko się dało, zastanawiając się czy powinnam powiedzieć coś dalej, czy po prostu wyjść - Przypomniałam sobie o czymś i muszę to teraz zrobić. Przyjdę później...
Jake tylko pokiwał głową, aczkolwiek chyba nie był w stanie pojąć mojego zachowania. Ja zresztą też nie.

Jake?